środa, 14 maja 2014

Rozdział 14 "Urodziny" Cz. 1

~Narrator~
Przez te pięć dni przyjaciele nie mieli chwili wytchnienia, gdyż, co chwile trzeba było dopracowywać coś na imprezę. W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień przez wszystkich mianowicie: 15 lipiec.
Zegar wybił godzinę dziesiątą. Uradowana Maggie wybiegła ze swojego pokoju zmierzając w kierunku sypialni swojej najlepszej przyjaciółki, żeby pochwalić się, że w końcu skończyła osiemnaście lat! Weszła  do jej pokoju, ale niestety nie zastała tam blondynki. Zeszła na dół, tam też nie było Alex, ani ciotki Anny. Dziewczynie zrobiło się bardzo przykro, że nikogo nie ma  w domu.  Pomyślała, że wszyscy ją olali, ale nie miała pojęcia, że Alex, Ciotka Anna z Lynchami i Ratliffem od godziny ósmej są już w domku na plaży i szykują wszystko do imprezy niespodzianki. Brunetka postanowiła pooglądać telewizję, przeszukała wszystkie programy i znalazła kanał, na którym leciał jeden z ulubionych filmów Alex, mianowicie „October Baby”.  Podczas filmu po policzkach dziewczyny ciekły łzy, ale gdy film się skończył Maggie kompletnie nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Postanowiła pójść do swojego pokoju i zanurzyć się w lekturze ulubionej książki, czyli „O krok za daleko”. 
Dziewczyna uważa, że czytanie książek w każdej wolnej chwili to jest zanurzenie się w świecie wyobraźni proponowanym nam przez kogoś innego, przez autora i oderwanie się na jakiś czas od szarej rzeczywistości.

~Oczami Alex~ 

Od rana do czternastej na nogach. Jestem pa-dnę-ta! Ale czego nie robi się dla przyjaciółki? 
-Alex, weź Rossa i jedźcie do Mag, pewnie umiera z nudów.- zaproponowała Delly
- A może ja z nią pojadę?- Rocku wystąpił przed szereg i już chciał łapać za kluczyki.
-NIE! Po pierwsze Rydel kazała wziąć MNIE, nie ciebie, a po drugie jesteśmy tu moim autkiem.- ok o co im chodzi? Serio, nie mam pojęcia.
-Dooobra? No to chodź Ross.- złapałam blondyna za rękę. - Pa wszystkim. Widzimy się o dziewiętnastej- krzyknęłam wgłąb domu i trzymając blondyna za rękę udaliśmy się do auta. Usiedliśmy wygodnie, zapieliśmy pasy i ruszyliśmy. Z domku na plaży do domu mojej cioci, a teraz i naszego jedzie się godzinę. Oznacza to wspaniała podróż z... Rossem. Sama nie wiem czemu ale krepuję się przy nim. Zaczęłam miętolić swoją pieszczochę. Moje ręce powoli robiły się wilgotne. Czemu? Co się dzieje?!
- Czemu siedzisz tak cichutko? - zapytał na chwile odrywając wzrok od jezdni i przenosząc go na mnie. 
- Ja? Ymmm..nooo... a tak jakoś...- odpowiedziałam wymijająco.
- Nie ufasz mi prawda? - w oczach blondyna, jak się tak przypatrywałam, gdzieś można było dostrzec smutek? Dlaczego?
- Nie, że Ci nie ufam... po prostu nie jestem do Ciebie tak bardzo przekonana jak...
-Do Rocky'ego..- dopowiedział za mnie i znacząco pokiwał głową.
-Przepraszam.- powiedziałam i spuściłam głowę. Wtedy poczułam czyjś dotyk na mojej lewej ręce. Podniosłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Rossa trzymającego moją dłoń. Było mi bardzo przyjemnie. Czas się do niego zbliżyć i spróbować mu zaufać.Odwzajemniłam jego uścisk, a na twarz chłopaka wkradł się jeszcze większy uśmiech. 
- W tym radiu nie leci nic dobrego.- odparła blondyn wsłuchując się w to.... coś. Krótko mówiąc cała piosenka jest o seksie... fest! 
- Poczekaj. - uśmiechnęłam się chytrze i wolną ręką wyciągnęłam iphone z kieszeni.Podłączyłam go do odtwarzacza i już po chwili w aucie rozniósł się anielski głos Jamesa w piosence Metallicy- Nothing Else Matters. Kocham tą nutę! Rossowi chyba też się spodobała bo uśmiechnął się do mnie promiennie i zaczął podśpiewywać razem ze mną. 
- Powiesz mi swoje ulubione zespoły?- zapytał przymrużając jedno oko. Bał się czy co?
-Przecież byłeś u mnie w pokoju.- zaśmiałam się 
-No, tak ale chcę wiedzieć dokładnie. 
-No więc Metallica, Guns N'Roses, Red Jumpsuit Apparatus, Dead by april, Bullet for my valentine, ogólnie rock i.... WY. W sensie R5. Tak wiem, wiem to dziwne ale cóż... bywa. - zaśmiałam się, a Ross jeszcze bardziej ścisnął moją rękę i delikatnie ją uniósł. Trzymając moją rękę, końcówkami swoich palców zmienił biegi. To słodkie, że nawet na chwile nie chciał jej puścić. 
- To nie jest dziwne, tyko... urocze. - nie wytrzymałam, sama nie wiem dlaczego odpięłam pas i dałam chłopakowi buziaka w policzek. 
-Już nigdy więcej go nie umyję!- krzyknął, a ja się zaśmiałam. Dalsza droga minęła nam na poznawaniu się bliżej. Zaskakujące, trochę już jesteśmy w Los Angeles, a ja nawet nie wiedziałam, że Ross na żółte ściany w pokoju i, że ma plakat Metallicy w garderobie. Po prostu szok! 
- No to jesteśmy.- blondyn zaparkował swoją audi tt i dopiero teraz puścił moją dłoń, żeby wyciągnąć kluczyki ze stacyjki. Wyszedł z auta pierwszy i otworzył mi drzwi. 
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się i udaliśmy się do naszego domu. 
-Maggie! Hallo, jesteś? - nic, odpowiadała mi głucha cisza. Popatrzyłam na blondyna i razem znowu trzymając się za ręce weszliśmy po schodach. Drzwi do pokoju naszej przyjaciółki były uchylone. Otworzyliśmy je szerzej i weszliśmy do środka. Na łóżku leżała brunetka pogrążona w świecie wyobraźnie, że słuchawkami na uszach. Po chwili podniosła wzrok z nad książki, pewnie poczuła się obserwowana. 
Na mój i blondyna widok zdjęła słuchawki i zlustrowała nas wzrokiem, który zatrzymał się na naszych dłoniach. Zrobiła brewki, a ja kiedy zaczaiłam o co chodzi odskoczyłam od Rossa jak oparzona. 
- Dawaj, szykuj się jedziemy na wycieczkę. Jesteśmy już tyle w Los Angeles a nie widziałyśmy nic oprócz plaży i drogi do domu Lynchów.
-Dobra, nie gorączkuj się. Gdzie jedziemy?
-Nie mam pojęcia. Ross pokaże nam najciekawsze miejsca, prawda?- zapytałam robiąc maślane oczka.
-Heh, no jasne. To ja poczekam...- nie dałam mu dokończyć 
-Maggie niech się przygotuje, a my chodźmy do mojego pokoju, no chyba, że wolisz...
-Nie, chodźmy do Ciebie.- i już po chwili znajdywaliśmy się w moim pokoju. - Wciąż nie mogę uwierzyć, że jesteś instrumentalistką. 
-Czemu? Aż tak trudno w to uwierzyć?
-Nie, tylko tak po prostu. - odpowiedział drapiąc się po karku. 
-Doooobra? To ja idę się przebrać, a Ty... Ty niczego nie dotykaj. - rzuciłam na odchodne i weszłam do łazienki. 

~ Oczami Rossa~

Alex i Mggie to świetne dziewczyny. Nie wiem jak mogłem być taki głupi, przecież one nawet na oszustki nie wyglądały. Eh, tak, to własnie Ross i jego głupi tok myślenia. Kolejne pytanie jakie odbija sie w moich myślach to: Kim jest dla mnie Alex? Blondynka jest świetna, mądra, utalentowana i ma zamiłowanie do muzyki. Rzec można wręcz, że to mój ideał, ale problem stanowi mój brat. To jemu dziewczyna bardziej  ufa, to z nim spędza więcej czasu. Ehhh głupie to  wszystko. Wstałem z łóżka i zacząłem rozglądać się po pokoju. Nad łóżkiem wisiały plakaty, w rogach instrumenty, na regałach były książki i płyty jej ulubionych zespołów. Nawet był tam nasz Louder! Krótko mówiąc nic się nie zmieniło odkąd byłem tu pierwszy raz. Chociaż nie. Na ścianie wisiała wielka antyrama a w niej zdjęcia. Z Maggie, Mattem, moim rodzeństwem i ze MNĄ! Nad zdjęciami był napis "Best Friends Forever", to słodkie. 
- Dobra no to możemy iść. Mag już pewnie czeka..- dziewczyna wyszła z łazienki w krótkich szortach, luźnej koszulce z napisem " You only live once"  i czarnych martensach. Wyglądała świetnie. Wyszliśmy z jej pokoju i zeszliśmy na dół gdzie czekała już Mag.
-No nareszcie, ile można czekać!- burknęła zła. Brunetka była ubrana w luźną bluzkę z napisem "YOLO", krótkie spodenki i converse. Zmówiły się czy co? 
- To gdzie najpierw chcecie jechać?- zapytałem
-Nie wiemy. Ty nam pokaż co najciekawsze w słonecznej Cali. - powiedziała Mag i razem z blondynką wyszły z domu. Brunetka zamknęła drzwi na klucz i wsiedliśmy do mojego auta. Jeździliśmy po LA, chodziliśmy po plaży, mamy zdjęcia z Hollywood. Ogólnie czas minął nam na super zabawie. Zbliżyliśmy się z dziewczynami do siebie. Mogę oświadczyć, że ten dzień zapisuję do jednego z najlepszych w moim życiu. 
-To gdzie teraz moje drogie panie?- zapytałem dostojnym głosem. Dziewczyny popatrzyły po sobie i nagle uśmiechnęły się znacząco. O nie, nie, nie tylko nie...
- ZAKUPY!!- wykrzyknęły obie    .... zakupy. Dopowiedziałem sobie i pacnąłem się w czoło. Droga do centrum nie dłużyła nam się. Ja prowadziłem, a dziewczyny konsultowały po między sobą co kupić. Ach te kobiety. Nie wiem jak Riker wytrzymuje z Delly na zakupach. 
~ Jakiś czas później~ 
-Iiiileeee jeszcze?- marudziłem tak już od dobrych dziesięciu minut. Złaziliśmy praktycznie całą galerie, a dziewczyny kupiły sobie tylko buty. Alex jak to ona czerwone martensy, a Maggie czarne szpile. 
- Nie marudź. Jeszcze jeden sklep. - brunetka weszła do niego, a Alex podeszła do mnie.
-Jeszcze tylko jakaś sukienka. Przecież na swoją osiemnastkę nie może iść w byle czym prawda? Później sobie ode mnie... znaczy od nas odpoczniesz. - puściła mi oczko i weszła za przyjaciółką do sklepu.
- Ale ja nie chcę odpoczywać od was, tylko od.... tych sklepów.- szepnąłem i również wszedłem tam gdzie dziewczyny. 
Pół godziny, tysiąc przymierzonych kiecek i wreszcie ta idealna. Mag piękna czerwona sukienka do połowy ud, a Alex tradycyjna czarna sukienka przed kolana. Ładnie i schludnie, wręcz idealnie. Nagle do blondi zadzwonił telefon, odeszła na bok i zaczęła rozmawiać jedyne co można było usłyszeć to jej zdenerwowany głos. 
-Mag, nie przebieraj się! Płacimy i musimy jechać!- krzyknęła i popatrzyła na mnie. Chyba wiem o co chodzi. 
- Tak, bo jest takie miejsce jedno, a za niedługo będą zamykać i chcę wam je koniecznie pokazać. 
- No ok?

~Oczami Maggie~

Ross i Alex zachowywali się dziwnie, nawet bardzo. Najpierw te ręce, tajemniczość, dziwne zachowanie. Może są razem i chcą to ukryć? Nieee to głupie, Alex na pewno by mi o tym powiedziała. Jechaliśmy i jechaliśmy, aż w końcu stanęliśmy. 
-Plaża? To jest to co tak "bardzo" chciałeś nam pokazać?- zapytałam i popatrzyła na niego groźnie. 
- A co nie podoba Ci się? Pfff! - ta, jak to Lynch udał obrażonego. Zupełnie jak jego starszy, kochany, uroczy, boski, seksowny braciszek. Ach Rikeer. Ygh, dobra Mag ogarnij się. Znowu się rozmarzyłaś! 
- Maggie, nie obrazisz się, jak Cię zostawimy? Muszę porozmawiać o czymś z Rossem. - aha, czyli nie dość, że zapomniała o moich urodzinach, byłam olewana przez nią i resztę też chce jeszcze mnie zostawiać dla.... Rossa? 
- Nie nie oczywiście, że nie! Jak bym mogła!- wymusiłam uśmiech, ale z tej plątaniny uczuć jakie gotowały się w mnie, na mojej twarzy wymalował się grymas. No i znowu zostałam sama...
- Szczęśliwej osiemnastki Mag!- szepnęłam sama do siebie i kopnęłam piasek. No nic, nie zostało mi nic innego, żeby przejść się po plaży, bo od domu jestem baardzo daleko. Idąc tak przed siebie zobaczyłam bardzo śliczny i duży domek letniskowy. Ku mojemu zdziwieniu był otwarty. Podeszłam bliżej i weszłam do środka. Dziwne. Wszędzie było ciemno, a światło wpływało do środka tylko przez otwarte drzwi. 
- Halo!! Jest tu ktoś?- krzyknęłam wgłąb domu. Nagle zapaliły się światła. Moi przyjaciele i kilka nieznanych mi osób wyskoczyło ze swoich kryjówek i jak jeden mąż wszyscy krzyknęli "Wszystkiego najlepszego osiemnasteczko!" Po moich policzkach mimowolnie spłynęły łzy. Łzy szczęścia. 
-Myślałaś, że bym o Tobie zapomniała?! Nigdy w życiu złotko. - pierwsza podeszła do mnie Alex, wręczyła mi prezent i uścisnęłyśmy się. Następna była Rydel, zrobiła to samo co Al. Życzenia, prezent i uścisk. Następni byli chłopcy. Nie powiem, ich życzenia były... dziwne. Na końcu przyszedł Riker. 
- No już chyba nie pasuje, żebym mówił do Ciebie maleńka. Teraz będziesz moją małą. - dał mi buziaka w policzek. Awww słodziak. - Maggie, życzę Ci, żebyś była szczęśliwa, bo dla mnie to najważniejsze!- tym razem mnie przytulił, a ja wtuliłam się w niego jak w misia. Długo trwaliśmy w uścisku. Oderwaliśmy się od siebie kiedy usłyszeliśmy głos Pinki. 
- Mag, zawsze chciałaś, żeby R5 zagrało na Twojej imprezie. Proszę, marzenie się własnie spełnia. - na scenę wszedł zespól. Na pierwszy ogień poszło Cali girls, później I want you bad, swoją drogą na tej piosence miałam wrażenie, że Ross i Rocky rywalizują po między sobą . Oboje wpatrywali się w Alex, uśmiechali się do niej, a sobie posyłali zabójcze spojrzenia. Wyglądało to prze komicznie. Następna piosenka to One Last Dance, ale wtedy Riker poprosił Alex i szepnął jej coś na ucho. Co oni kombinują? No, na odpowiedź długo czekać nie musiałam.  Moja przyjaciółka grała na basie blondyna, a on sam zszedł ze sceny.
- Mogę prosić panią do tańca?- zapytał kłaniając się przede mną i podając mi dłoń. 
-Możesz. - przytaknęłam chłopakowi i zaczęliśmy tańczyć. Dokładnie tak samo, jak wtedy u mnie w pokoju. Tylko teraz było troszeczkę inaczej. Teraz po między nami była chemia. Teraz czułam się ja księżniczka. CHWILO TRWAJ! Niestety piosenka się już skończyła, ale my nie przestaliśmy się kołysać. Jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Jakbyśmy oboje na siłę próbowali w nich coś znaleźć.
- No więc specjalnie dla naszej pary. Proszę państwa Red Jumpsuit Apparatus- Your Guardian Angel.- i z głośników znów wypłynęła ta cudowna melodia. Teraz było zupełnie jak wtedy w pokoju. Nagle, nie wiem co mi, jemu, nam odbiło. Zbliżaliśmy się do siebie i w końcu bam! Pocałowaliśmy się. Było cudownie, a nasz pocałunek z delikatnego i nieśmiałego przeradzał się w namiętność, stawał się zachłanny.  Po wpływem tych emocji rozwarłam wargi, a on? On to wykorzystał. Już po chwili nasze języki złączyły się i badaliśmy wnętrza swojej jamy ustnej.  Wraz z końcem piosenki oderwaliśmy się od siebie. Myślałam, że będzie niezręcznie, ale tak nie było. Było naturalnie. Blondyn popatrzył na mnie, uśmiechnął się i znów przytulił. Moim marzeniem było teraz to, aby to wszystko nie okazało się tylko cudownym snem! 
- Dobra ludzie teraz mamy czas naaaaa... werbelki proszę - na prośbę Rossa, Ell zaczął grać-... naaa BITWĘ TANECZNĄ! Proszę dobrać się w pary. Istny chaos. Każdy biegał po sali, żeby dopaść kogoś fajnego. Ja byłam z Rikerem, jako, że chłopcy wciąż rywalizowali o względy mojej przyjaciółki to Ross i Rocky byli razem, Alex była z Rylandem, a Delly z Ellem. Biedny Matt, już pędził jak na skrzydłach do Delly, ale perkusista go ubiegł.  Zaczęła się walka. Najpierw każdy trzymał się swojego konkurenta, ale później wszystko przerodziło się w jedną wielką choreografię. Tańczyliśmy do piosenki Red Jumpsuit Apparatus- Choke. Gdy piosenka się skończyła Alex i Ross praktycznie się całowali, stykali się nosami i dzieliły ich milimetry.  Ell trzymał Rydel na rękach i się przytulali, a ja? Można  powiedzieć, że leżałam na Rikerze. Było gorąco. Później przyszedł czas na picie. Ja i Alex nie piłyśmy dużo, ja nie chciałam, a blondynka nie mogła. Godzinę później goście byli już ledwo przytomni, a ciotka Anna pojechała do domu, twierdząc, że jesteśmy dorośli i, że sobie poradzimy. Jaaasne.
- Alex, ja idę do toalety, patrz tu na wszystkich. - dałam komendę przyjaciółce i poszłam. Po moim powrocie nic się nie zmieniło, no może oprócz tego, że teraz więcej osób leżało śliniąc się na podłodze, chłopcy uprawiali striptiz w samych bokserkach na stole,... chwila co? 
-Barany złaźcie! Oszaleliście?! 
- Misiu pysiu to dla Ciebie! - krzyknęli i zaczęli mi tu machać swoimi tyłkami przed nosem. Aaaa to nie na moje nerwy, róbta co chceta! Odwróciłam się z zamiarem podejścia do Alex, ale zobaczyłam coś, co zrujnowało mi wszystko! Do oczu napłynęły mi łzy, a widoczność stawała się ograniczona. Riker, ten który całował mnie, ten który traktował mnie dzisiaj jak swoją dziewczynę, ten dla którego moje szczęście było takie "ważne" teraz lizał się z inną i to jeszcze z takim pustakiem! Czym ja sobie zasłużyłam?  Kiedy już miałam nadzieję, że po tych wszystkich latach męczarni w Nowym Jorku spotka mnie coś dobrego, kiedy już spotkało nagle wszystko musiało się posypać?  Live is Brutal! Nie mogłam na to dłużej patrzeć. Wybiegłam z domku i tak nikt nie zwrócił na to uwagi. Przebiegłam przez plażę, a później na jezdnię. Z powodu mnóstwa łez w oczach, rozmazanego tuszu i obłędzie w myślach nie zauważyłam pędzącego w moją stronę auta. 
- UWAŻAJ!! 


__________

KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ 
No heeej :D tak wiemy, znowu późno, ale dobrze wiecie jak jest. Mamy nadzieję, że wam się podoba. Dzisiaj niestety tak krótko bo jutro sprawdzian z fizyki i kartkówka z matmy także wiecie makabra, a Renia? Renia też ma naukę, więc wybaczcie mi, nam taka beznadzieję.
Trzymajcie kciuki :)

Trzymajcie się ciepło!!

Pysiek i Renia :* 

sobota, 3 maja 2014

Reklama

Zapraszam na bloga, w prawdzie jest dopiero prolog, ale zapowiada się ciekawie :)

http://lovemeagainabouthstory.blogspot.com/


POLECAM TEŻ BLOGI NA KTÓRYCH PISZE MOJA PRZYJACIÓŁKA <3
~Renia

PS: Dopiero teraz zobaczyłam, że komentarze z anonima są wyłączone, już zmieniłam tak jak weryfikacje obrazkową :) 

Rozdział 13: "Przeklęta pikawka!"

~Narrator~
Alex, Matt, Rydel, Rocky, Ross, Ellington, Riker i Ryland siedzieli w salonie i oglądali film, kiedy do domu wpadła zdyszana Maggie. 
- Eeeej! Co jest? Psy Cię goniły czy co?- Zapytał Ratliff widząc dziewczynę. 
- Nie. Riker sprawdzałeś Twittera? A tak poza tym to siemka wszystkim. 
- Emmm nie, nie sprawdzałem. A co?- Zapytał zdezorientowany blondyn
- A to, że mówiłam, żeby nie dodawać tego zdjęcia. Widziałeś komentarze? Teraz wyjdę na ulicę, to boję się, że twoje fanki mnie za kamieniują!- brunetka stawała się coraz bardziej zdenerwowana 
- Uspokój się! Jakie zdjęcie?- Dopytywała się Alex
- Ygh, no bo kiedyś graliśmy w grę taneczną i jak ja tańczyłam, potknęłam się i Rik mnie złapał. Delly akurat wtedy chciało się fotki cykać, więc zrobiła nam zdjęcie, a później wybłagała razem z blondynem, żeby je udostępnić!
- No i tyle? Dlatego jesteś taka zła?- Odezwał się dotąd milczący Matt
- Ross, przynieś laptopa.- Brunetka zwróciła się do osiemnastolatka. Jakiś czas później dziewczyna była zalogowana na swoim koncie i szukała danego posta. 
- "Co to za plastik kręci się koło mojego Rikusia?! ", "Spadaj laleczko od mojego męża!", "Pfy! I co on w niej widzi? Ani to dupy, ani cycek nie ma!", " Riker jest mój! I radzę ci się od niego odsunąć. Pożałujesz ZŁOTKO!"  Mam czytać dalej te zacne hejty na mą osobę? 
- Ymmm nie, myślę,  że już wystarczy.- Powiedział zmieszany Rocky.- Ale patrz! Są też pozytywne : "Słodko razem wyglądają", " Wyglądają na zakochanych", " Słodzizna", " Czyżby tworzyła nam się nowa para? "Riggi w drodze!", " Od dziś ich shippuję!"- z każdym przeczytanym komentarzem bruneta Mag i Riker rumienili się coraz bardziej.
-Ooooo proszę! Ja też od dzisiaj shippuję Riggi! To takie szłodkie przezwisko. I co was tak na rumieńce wzięło?- Wypytywał rozbawiony Ell
- Zamknij się cymbale! A Ty Mag nie przejmuj się tymi komami. To fanki, a one zawsze tak piszą. Kiedyś dodałem zdjęcie z kuzynką, to moje fanki napadły ją po drodze do sklepu.- Riker zaczął tłumaczyć przyjaciółce całą sytuację, ale widząc jej minę gdy usłyszała ostatnie zdanie szybko dodał - Emmm nie chcę Cię dobijać. Po prostu złapały ją i.... iiii, i wtedy poprosiły o autograf! Tak! Autograf... 
- Super wymówka. Serio autograf? - Szepnęła bratu do ucha Delly. 
- Riker ma racje. Zawsze jak fanki zobaczą z nami jakąś dziewczynę będą hejty, ale trzeba to olewać, bo inaczej się zwariuje.- Dopowiedział Ross. 
- Po pierwsze: taa, Riker lepszej wymówki nie miałeś? Autograf serio? A po drugie: Czaimy. Takie są konsekwencje i nie będziemy sie przejmować głupimi docinkami ludzi na poziomie piątej klasy podstawówki. " Riker to mój mąż!". Błagam, jaki dorosły i dojrzały człowiek tak mówi. Widać, że to jakieś mało laty. A dzieci się Mag chyba nie boisz?- po swoim monologu Alex popatrzyła po towarzystwie. Każdy był zdziwiony (?).- Noo co? Coś źle powiedziałam? 
- Nie. Wszystko powiedziałaś tak. Masz rację kochanie. Dziękuję. - Brunetka przytuliła swoja przyjaciółkę, a pozostali się rozczulili.
- widzicie, jaka mam mądrą kuzynkę?- Zapytał Matt
- A ja przyszłą żonę. - Dodał Rocky, a wszyscy spojrzeli na niego z wielkim zdziwieniem.
- Co?!- Zapiszczał Ross - Jaką żonę?? Co? Ale... Alex? To wy jesteście razem?
- Hahahahah nie głuptasku! Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - Blondynka zaczęła się tłumaczyć.
- Ej dobra, ale wracamy do mnie. Riker sprostujesz to wszystko? Nie wiem, napisz, że jesteśmy dobrymi przyjaciółmi czy coś.
- Dobrze. Jeśli tak Cię uszczęśliwię. - Odpowiedział blondyn
- Ooooo, jakie to słodkie.- Zawył Ellington przytulając się do Rossa
- Stary chyba Ci się strony pomyliły. Przytulaj Rocky'ego nie mnie.- Osiemnastolatek pchnął przyjaciela w stronę swojego brata.
- Ej dobra, a może coś pooglądamy?- Odezwała się Pinki wtulając się bardziej w Matta, który obejmował dziewczynę. Ellington nie był z tego zadowolony.
- Jasne, ale co, bo jakoś nie mam pomysłu.- Odezwała się Mag
- O o o! Ja mam, ja mam! - Krzyczała pobudzona Alex.- Może "Never". Film jest tak jakby o Metallice. Są w nim ich koncerty i w ogóle. Mam ścieżkę dźwiękową z tego filmu i słyszałam, że jest fajny. To, co? Oglądamy?
- Ale Ty masz fazę na ten zespół.- Zaśmiał się Matt
- Kuzynku kochany to jest najlepszy zespół EVER! Tak samo jak Red Jumpsuit Apparatus, Guns N' Roses, Bullet for my Valentine! Prawda Mag?
- Potwierdzam! Noo, więc oglądajmy.

~PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ~

Wszyscy z zaciekawieniem oglądali film, kiedy nagle Alex przypomniała się bardzo ważna sprawa.
- Ej wiecie, może pójdę po popcorn?- Zapytała
-Tak, tak jasne. Cii nie przerywaj. - Odezwał się, Ratliff machając dłonią do dziewczyny, ale wciąż nie odrywając wzroku od telewizora.
- Riker chodź pomożesz mi.
-Po co? -- Zapytał
-RIKER!
- Dobra już biegnę. - Blondyn podniósł się z podłogi i poczłapał za blondi

~ Alex~
-Czemu mnie odciągasz od tv? Serio ten film jest fajny.
- Ha! Mówiłam!- Krzyknęłam usatysfakcjonowana.- Wracając. Riker za pięć dni są osiemnaste urodziny Smith, a my nic nie mamy konkretnego. Tak sobie teraz przypomniałam. Mógłbyś ją gdzieś wyciągnąć, a ja z resztą wszystko zaplanujemy? Później zostaniesz o wszystkim powiadomiony. Wiesz chodzi o to, żeby ona niczego nie podejrzewała. Ok?
- Jasne! Da się zrobić. Już mam nawet plan gdzie ją zabiorę. Ile ma nas nie być?
- Jak najdłużej dasz radę ją zatrzymać przy sobie. Przyjąłeś rozkaz żołnierzu? - Zapytałam przyjaciela tonem takim jak w wojsku, na co zaśmiał się pod nosem
- Tak jest generale! - Zasalutował i wyszedł z kuchni, a ja żeby nie wzbudzić podejrzeń nasypałam popcornu do miski i również wyszłam. Usiadłam obok Rocky'ego i Rikera.  Brunet delikatnie objął mnie ramieniem(?) A ja lekko szturchnęłam blondyna łokciem, aby zaczął działać. Ciągle czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Rossa wpatrującego się we mnie i Rocky'ego ze złością. Tak w ogóle, o co mu chodzi? Nie potrafię rozgryźć tego gościa. Najpierw nie może nas znieść i jest strasznie podejrzliwy, teraz jest taki milusi i  ogóle taki inny niż na początku. Troszczy się, jest miły. Czyżby jakiś plan? A może po prostu litość? Jak tak to jej nie potrzebuję? Mam dość tego, że każdy się nade mną lituje. Z letargu wyrwał mnie głos Rikera.
-Maggie, może pójdziemy się gdzieś przejść? Nie chce mi się już oglądać, a chciałbym z Tobąporozmawiać.- Moja przyjaciółka patrzyła chwile na niego w zastanowieniu. Pewnie myślała, o czym takim chce pogadać. Po chwili jednak sie zgodziła. Para ubrała się i wyszła z domu.
A ja? Ja wyrwałam się z uścisku Rocky'ego, złapałam za pilota i wyłączyłam telewizor. Moje poczynienie było nagrodzone wspólnym buczeniem i słowem – Eeeej.
- Oj dajcie spokój! - Krzyknęłam. - Baranki wiecie który dzisiaj? - Zapytałam, a przyjaciele popatrzyli na mnie jak na kosmitkę. Zaraz patrzę, każdy z telefonem sprawdza na wyświetlaczu datę. No ludzie!
 - Ymmm no 10 lipiec. - Pierwszy obudził się Matt.
- O i ciul! Za pięć dni osiemnastka Mag! - Krzyknęła Rydel.
- Ding ding ding!- Mówiłam pukając palcem wskazującym w czubek swojego nosa.
- To już za piec dni, a my nic konkretnego nie mamy. Załatwiłam nam czas i wygnałam Rikera, żeby wyciągnął gdzieś Maggi, więc słucham, jakie macie propozycje?
-O o o! Możemy zrobić taki survival! Na przetrwanie. Dobra zabawa będzie. - Taki właśnie pomysł miał Ryland
- Taaaak! I do tego w lesie. I słodycze będą nagrodą! - Krzyknęli jednocześnie Rocky i Ell. Popatrzyli na siebie i przybili sobie jakieś dziwne żółwiki.
Wow ich mozgi na seria nadają na tych samych falach.
-Chłopaki! Taka impreza to chyba idealna dla was, a nie Mag! DZIEWCZYNY!
-Fine! Nie to nie!
- oho. Czyli foch. Rocky złotko chyba się na mnie nie obrazisz prawda?- Zapytałam ze słodziutkim uśmiechem. Chłopak tylko spojrzał na mnie spod byka. Ok, czyli trzeba wyciągnąć ciężkie działa. Podeszła do bruneta i cmoknęłam jego prawy policzek.
Po chwili latał ożywiony po salonie. Ten chłopak jest mega zabawny. Świetny z niego przyjaciel, takiego tylko ze świeca szukać. Podniosłam głowę i zobaczyłam: Kuzyna, który patrzył na mnie dziwnie, Delly, która była w szoku, co potrafię zrobić z jej bratem, Rylanda z głupim uśmieszkiem, Rossa kipiącego ze złości i Ella jedzącego żelki... Chwila, co?
– Ell Ty tylko byś się opychał. Gruby będziesz! - Zaśmiałam się.
- E tam. To wtedy będziemy ćwiczyć razem.
- Haha pewnie. Wracając do urodzin to gdzie je zrobimy?- Zapytałam i czekałam na sugestie. - Alex my, w sensie moja mama ma domek letniskowy dosyć duży na plaży. Jest kuchnia, sześć sypialni z łazienką i salon. Myślę, że byłby wystarczający nie? - Odezwał się Matt.
- Świetny pomysł.- Pinki przytuliła mojego kuzyna. Ta dwójka ma sie ku sobie.
- Przestań chwalić się kasą doktorku!-  Ell się naburmuszył i popatrzył na przytulająca się parę.
-O co Ci chodzi? Dlaczego aż tak mnie nie lubisz, co? - Mój kuzyn coraz bardziej podnosił głos.
- Matt uspokój się, proszę.- Rydel szepnęła mu na ucho, a ten jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki uspokoił się.
-Po prostu nie przypadłeś mi do gustu już od pierwszego spotkania! - Ellington nie dawał za wygrana, a szatynem już nosiło.
- Ell. - Szepnął Ross by zgasić przyjaciela.
- No, co? Po prostu wygłaszam swoja opinie! W końcu sam mnie spytał, dlaczego go nie lubię.
 - Ell!- Krzyknęłam już zdenerwowana. Jestem tak samo wybuchowa, jak Matt, więc lepiej nie drażnić lwa. Bo lew to ja! - Zachowujecie się jak rozwydrzone bachory! Ja chce zrobić mojej przyjaciółce niespodziankę, bo mi zależy. Jeśli wam nie zależy to idźcie stąd!
Drzwi otwarte. Dzieci kłócące się na okrągło będą zbędne. Jak piąte koło u wozu!
-Alex ma racje.- Poparła mnie cała reszta, a Ratliff i Matt mieli spuszczone głowy.
Czekałam na ich ruch.
- Przepraszamy już nie będziemy- powiedzieli niczym małe dzieci i podali sobie ręce na zgodę, ale i tak dało się zauważyć te spojrzenia strzelające piorunami.
- Eh to będzie trudniejsze niż myślałam. - Szepnęłam sama do siebie.
Po chwili wszyscy zasiedliśmy w kółku na dywanie i wymienialiśmy się swoimi pomysłami, które zapisywałam. Myślę, ze to będzie epicka impreza. Oczywiście, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem!

~Riker~
Szliśmy w ciszy. W pewniej chwili odezwała się dziewczyna
- Riker to, o czym chciałeś porozmawiać?
- O niczym. Tak powiedziałem, bo bardzo, zależało mi na tym, abyś ze mną wyszła. - Uśmiechnąłem się, a brunetka odwzajemniła gest.
-Słuchaj, a właściwie to gdzie idziemy?
-Zobaczysz, zaraz będziemy
-No skoro tak mówisz…
Po nie całych dziesięciu minutach doszliśmy na miejsce.
-Riker nie, czy ja śnie? Czy to jest…
-Tak Maggie, to jest Wesołe miasteczko! A co nie podoba Ci się?
-Niee Riker jest świetnie!
-To gdzie idziemy najpierw?
-Diabelski Młyn!
-No okej…- wyczułem niepewność w głosie dziewczyny, ale udaliśmy się w stronę młyna..
Na miejscu byliśmy po chwili, kupiłem bilety i pociągnąłem Maggie za rękę i zajęliśmy miejsca.
-Riker… Jaa, ja nie wiem czy to jest, aby na pewno dobry pomysł..
-No, co ty Mag, boisz się?
-Szczerze? Tak trochę..
Przesunąłem się bliżej Maggie i ją mocno objąłem. Młyn ruszył. Kiedy dziewczyna już się oswoiła zaczęła się śmiać. Krążyliśmy tak w kółko i świetnie bawiliśmy. Dwadzieścia minut później skończył się czas na tej atrakcji. Wyszliśmy z wagonika, a brunetka ledwo trzymała się na nogach.
- O jej! Zabawa przednia, ale nie czuje nóg. - zaśmiała się chwytając się za kolana. Nie myśląc długo schyliłem się przed dziewczyną i powiedziałem
- Wskakuj!- usłyszałem cisze "Okej. Mam nadzieję, że Cię nie połamię". Zaśmiałem się na te słowa i po chwili poczułem ciało brunetki na moich plecach. Leciutka jak piórko, a przynajmniej dla mnie bo co tu ukrywać. Heh jestem BOSKI! Umięśniony i silny. Po prostu nic dodać nic ująć.
- Gdzie teraz?
- Może na strzelnicę?- zaproponowałem
-Jasne. Wiesz?
-Nie wiem.
-Jesteś całkiem wygodny.- Mag zaśmiała się i poczochrała moja blond czuprynę.
- Dobra jesteśmy. - powiedziałem, a dziewczyna zeskoczyła z moich pleców. - Dzień dobry. - przywitaliśmy się ze starszym panem. Zapłaciłem i celowałem w tarczę. Miałem w planie wygrać dla mojej przyjaciółki ogromnego misia, tak słodkiego jak ona.  Jeden strzał - traf, drugi- traf, trzeci- werbelek poproszę iiiiiii.... traf! Yeah!
- Proszę.- mężczyzna podał mi wielkiego puchatego i brązowego misia, a ja wręczyłem go Maggie całując ją przy tym w policzek. Awww, tak słodko się rumieni.
- To gdzie teraz?- zapytała spuszczając głowę w dól.
- Chodź do budki ze zdjęciami!- krzyknąłem podekscytowany i pociągnąłem brunetkę za rękę.  Usiedliśmy wygodnie na krzesełku i strzelaliśmy śmieszne miny do obiektywy, wygłupialiśmy się. Z miśkiem mieliśmy śmieszne fotki. Zrobiliśmy sobie zdjęcie jak Mag całuje mnie w policzek.W pewnej chwili zauważyłem włosie z miśka na policzku dziewczyny. Chciałem jej to zdjąć, więc złapałem ją za policzek i spojrzałem w jej piękne brązowe oczka. Ona również patrzyła się w moje. Już nachylaliśmy się do pocałunku. Odległość między nami niebezpiecznie się zmniejszała. Mag jednak nic z tym nie robiła, nie chciałem, żeby robiła. Tak strasznie chciałem znów poczuć jej aksamitne usteczka.  Było już tak blisko, kiedy nagle usłyszeliśmy dźwięk pikawki, co oznaczało, że zdjęcie zostało zrobione. Brunetka zmieszana odskoczyła ode mnie i znów się zarumieniła. Grrr przeklęta pikawka! Było tak blisko nooo...! Wyszliśmy z pomieszczenia, a ja odebrałem jeszcze zdjęcia. Było już późno. Napisałem jeszcze sms'a do Al."Hej młoda! to jak? Możemy już wracać? Jest późno, a poza tym chyba przeskrobałem." po chwili odpisała "Mag niech wraca, Ty lepiej nie, bo jak ona będzie cierpiała to Cię rozszarpie! Miło wam czas upłyną ;) ? ". Ona sobie chyba ze mnie jaja robi! Najpierw mi grozi, a później niewiniątko zgrywa? Tego jeszcze nie było. Chyba boje się szesnastolatki! Boże Riker ogarnij się! Strzeliłem sobie z plaskacza, schowałem telefon do kieszeni i podbiegłem do Maggie, która szła z przodu. Wyrównałem się z nią i szliśmy ramie w ramie. W pewnej chwili złapałem przyjaciółkę za rękę i splotłem nasze palce. Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na nasze dłonie. Bałem się, że będzie chciała je rozpleść jednak ona zwarła jeszcze mocniej mój uścisk, podniosła głowę, uśmiechnęła się do mnie i wtuliła w moje ramię. Cała niezręczna atmosfera prysła jak mydlana bańka. Objęci wracaliśmy do domu. Odprowadziłem najpierw dziewczynę, a później poszedłem do siebie. Wykąpałem się, przeprałem w piżamy o poszedłem spać. Tak skończył się cudowny dzień!

_______________
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
 I jest rozdział. Nareszcie nie? Co możemy powiedzieć? Przepraszamy? Tak to odpowiednie słowo. Także ten... Przepraszamy, że rozdział jest tak późno, ale zrozumcie: SZKOŁA. Ona odbiera człowiekowi chęci do wszystkiego!
Do napisania ;)
Pozdrawiamy
Pysiek i Renia ;)

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 12 "Troska i przeprosiny"

~ Narrator ~
Nastolatkowie błąkali się po lesie i szukali swojej przyjaciółki  już ponad godzinę. Nigdzie jej nie było, a przeszukali naprawdę już spory teren.  Riker poszedł sam, trzeba przyznać, że był lekko wystraszony, Ell i Matt, zostali przy namiotach w razie gdyby Maggie się pojawiła. Alex i Rocky poszli na południe od obozu, lecz po chwili dołączyli do nich Rydel i Ross. Brunet chcąc zrobić bratu na złość przytulił zmęczoną Alex.
- Aaaa, matko jak mi się chce spać. - Wymamrotała wtulając się w przyjaciela. Blondyn chcąc zapobiec takiej sytuacji wykrzyczał.
- Ooooo zbiorowy przytulas powiadacie? Delly no chodź do nich, przecież nas zapraszają. - Powiedział z wymuszonym uśmiechem i pociągnął siostrę w stronę pary. Po chwili cała czwórka robiła big hug.
- Ej dobra, trzeba się otrząsnąć i iść szukać Mag. - Powiedziała Rydel i razem z przyjaciółmi z powrotem ruszyli w głąb lasu. Idąc, nagle drogę przebiegł im szop. W końcu to las. Dziewczyny po tych opowiastkach chłopców wystraszone wskoczyły na ręce towarzyszy. Delly wdrapała się na plecy Rocky'ego, a Alex na ręce Rossa.
- Spokojnie, nie może wyczuć twojego strachu mała. - Zaśmiał się blondyn stawiając przyjaciółkę na ziemi.
- Ygh, odpierwiastkuj się ode mnie, skąd niby miałam wiedzieć, że to szop?- zapytała z wyrzutem, po czym dodała -... i co wy macie z tą małą?
- Nic, po prostu to słodkie no i co by tu jeszcze... a no tak! Jesteś maleńka. - Powiedział Rocky łapiąc dziewczynę, za rękę.
- No tak, wielkoludy się znalazły. - dziewczyna puściła rękę bruneta i podbiegła do przodu do Pinki, zostawiając z tyłu braci. Złego Rossa i rozbawionego Rocky'ego.

~ Riker~
No ej! To już są jakieś jaja chyba! Chodzę po tym lesie już dłuższy czas, a po brunetce ani śladu.
- Mag!! Maggie, odezwij się w końcu! - darłem się co sił w płucach, aż nagle usłyszałem piosenkę.
There's only one life 
It's right here, it's right now 
What is pain 
Do you really wanna live this way? 
Do you really wanna live this way? 
Only one life 
It's right here, it's right now 
What is pain 
Do you really wanna live this way? 
Tell me do you wanna live this way? - głos był słaby, ale z każdym moim krokiem stawał się mocniejszy i mocniejszy co oznaczało, że zbliżam się do wykonawcy. Przypomniało mi się jak Mag kiedyś śpiewała dla mnie. Jej głos i ten są wręcz identyczne. Nie zwlekając zacząłem biec przed siebie. dobiegłem do jakiegoś pomostu czy co to tam było i zobaczyłem moją przyjaciółkę, ciągle śpiewającą  ten refren. Z tego wszystkiego sam zacząłem nucić tę piosenkę. Tak jakoś melodia utknęła mi w głowie. Wracając. Maggie zobaczyła mnie, wstała i słodko sie uśmiechnęła. O nie, nie tym razem, tak łatwo się nie poddam! Kiedy chciała mnie przytulić, przerzuciłem ją sobie przez ramię i udałem się w kierunku naszego noclegu. Po jakiś piętnastu minutach byłem na miejscu. Napisałem do każdego, że mogą wracać. Wpakowałem ledwo żywą przyjaciółkę do namiotu, nakryłem ją i czekałem aż zaśnie. Dziesięć minut później ona spała, a ja słyszałem z zewnątrz śmiechy przyjaciół. 
- No nareszcie! - powiedziałem wystawiając głowę z namiotu
- Gdzie ona jest? Juz ja jej dam popalić, nie będzie mnie straszyła gnida jedna! - oho u Alex uruchomił się bulwers
- Spokojnie, jutro z nią porozmawiamy NA SPOKOJNIE.- podkreśliłem i wymownie spojrzałem na Alex oraz Matta. Skoro Alex jest taka wybuchowa, a Matt to jej kuzyn, to może być taki jak ona albo jeszcze bardziej. Wtedy to tragedia. 
- Dobra, nie wiem jak wy, ale ja mam jeszcze ochotę na sen. Więc ten...no...pa! - szesnastolatka pożegnała się i poszła w stronę zielonego namiotu. 
- Al, czekaj na mnie! - krzyknął Rocky i już po chwili znalazł się obok dziewczyny. 
- My też już pójdziemy. - powiedziała Rydel i pociągnęła Rossa za sobą. 
- A Ty Matt nie idziesz? - zapytałem zdziwiony 
- Nie. wolę nie oglądać paszczy Ratliffa, bo jeszcze mu ją uszkodzę! - yup! miałem racje, jest tak samo wybuchowy jak blondyneczka. 
- Czego, ludzie o co poszło? - szczerze to miałem już dość wrażeń jak na jeden dzień.
- Ty nie widzisz, jak on się zachowuje?! Stary obwinia mnie i Delly o wszystko, a sam nie widzi siebie! Toi on ją rani, nie ja. Po prostu się martwię, może znam ją krótko, ale naprawdę bardzo bardzo lubię!
- Easy! Wrzuć na luz. To w końcu Ratliff i Rydel. Przyznaję nigdy nie było tak źle, ale się pogodzą. Moja siostra ma miękkie serce. 
- No właśnie o to mi chodzi. Ile razy ona będzie wybaczała, a on ranił? Riker zrozum to jest błędne koło. W końcu ona będzie miała dość tego wszystkiego, tylko kiedy w końcu powie sobie KONIEC i przestanie być taka miękka?! 
- To już jej sprawa. Pamiętaj, rydel ma miękkie serce, ale nie da sobą pomiatać. Pamiętaj też, że jest królową zemsty i potrafi człowieka zniszczyć psychicznie albo fizycznie. Nie żebym Cię straszył, ale wiesz. - powiedziałem i poklepałem po plecach zmieszanego przyjaciela po czym dodałem - Dobranoc. - i z powrotem schowałem się w namiocie zostawiając szatyna samego. 
~ RANEK GODZINA 9:00~ 
~ Ross~
Aaaaaa.- ziewnąłem- o matko, jak ja się nie wyspałem. Powody? Tak dokładnie to są dwa. Rydel i twardość pod plecami. Mojej siostrze chyba się coś śniło, albo po prostu chciała, żebym się jej posunął bo strasznie mnie skopała, a do tego było mi mega niewygodnie. Leżałem tak i rozmyślałem, kiedy nagle usłyszałem śmiechy, piski i ogólnie odgłosy dobrej zabawy. Kto to może być? Otworzyłem namiot i wyszedłem na dwór. No proszę i jakie zaskoczenie mnie tam zastało. Otóż zobaczyłem Alex i Rocky'ego ganiających, chichrających i oblewających się wodą! Podobnie jak ja całemu zdarzeniu przyglądał się Matt i Ellington. Kuźwa, taki stary chłop, a oblewa się wodą z szesnastolatką. 
Te piski chyba nie obudziły tylko mnie, bo po chwili z sąsiadującego namiotu wyłoniła się postać skatowanej Maggie, trzymającej się za głowę. Hahaha, no tak! Kac morderca, nie ma serca! 
- CO TU SIĘ DO CHOLERY JASNEJ DZIEJE??!!- wrzasnęła, na co Alex gwałtownie się zatrzymała, a mój brat na nią wpadł. Biedna. Być przygniecioną przez takiego słonia. - DŻECIE SIĘ JAKBY WAS ZE SKÓRY OBDZIERALI!! ZAMKNĄĆ MORDY! - brunetka kontynuowała ochrzanianie ich. 
- A co Magguś, główka boli? - Al wyczołgała się spod Rocky'ego i zaczęła droczyć się z przyjaciółką.
- Słuchaj, jeśli nie chcesz wrócić do domu posiniaczona to radzę Ci się zamknąć! - wywarczała siedemnastolatka.
- Uhuhu uważaj bo się przestraszę. 
- Zaraz się przestraszysz. Dobrze wiesz na co mnie stać! 
- No dawaj mądralo! - ostatnie słowo należało do Alex. Dziewczyny już chciały się na siebie rzucać, kiedy z namiotu wybiegł Riker i złapał Mag w pasie oraz przycisnął do siebie. To samo Matt zrobił ze swoją zadziorną kuzynką. 

~Narrator~ 
- Co jest?! – zapytał blondyn będąc już lekko pod denerwowany zachowaniem szarpiącej się brunetki. 
- Puszczaj mnie Riker. Doigrała się!
- Co Ty mówisz?! Bardziej Ty się doigrałaś jasne? Nikt ci nie wlewał tego świństwa do buźki. Sama chciałaś to teraz masz i przestań się wykłócać!
- Och miło, że jesteście wszyscy przeciwko mnie. Dziękuję za takie coś. – Maggie wyswobodziła się z uścisku przyjaciela i ze zdradziecką łzą na policzku odbiegła.
- Wiecie? Myślę, że trochę za surowo ją potraktowaliśmy. – odezwa się dotychczas milczący Ell.
- Nie, nie surowo. To ona nie zrozumiała. Jak zrozumie, to przyjdzie. – powiedział Matt i prawie wszyscy poszli rozpalić ognisko, aby zrobić coś na śniadanie.  No właśnie prawie. Został Rocky, który zaraz po odejściu przyjaciół pobiegł za przyjaciółką.   Riker i Alex starali się zachować kamienną twarz, lecz obojgu było źle. Oboje martwili się o Mag  i obojgu było wstyd za swoje zachowanie. Z jednej strony mają rację, a z drugiej wiedzieli, że krzykiem nic nie załatwią, że jeszcze tylko pogorszą sprawę, ale cóż. Emocje wzięły górę.
~Tym czasem u Rocky’ego. ~
Brunet biegł za przyjaciółką i spotkał ją obok jakiegoś starego drzewa. Nie chciał się odzywać.  Nie chciał zbezcześcić tej ciszy i pięknego harmonijnego otoczenia swoimi zbędnymi słowami. Po prostu usiadł obok dziewczyny i razem wpatrywali się w jakiś punkt oddalony od nich.
- Ty też masz zamiar mi wytykać wszystko?- błogą cisze przerwała dziewczyna. Chłopak jednak nie miał zamiaru się odzywać. Nadal siedział wypatrując czegoś przed sobą. – Przepraszam ok.? Przepraszam wiem, że źle zrobiłam. To się nie powtórzy, tylko proszę odezwij się! Nawrzeszcz, zaśmiej się co kol wiek, tylko nie karaj mnie swoim milczeniem.
- Nie odzywam się bo to nie mnie powinnaś przepraszać. Nie jestem na Ciebie zły mała.- gitarzysta zaśmiał się i poczochrał włosy przyjaciółki.
- Nie rozumiem.- powiedziała po ogarnięciu się.
- Tu nie ma co rozumieć. Powinnaś przeprosić Alex, Matta i Rikera. Alex bo teraz naskoczyłaś na nią za nic i napędziłaś jej wczoraj niezły strach. Matta dlatego, że był za Ciebie odpowiedzialny. Bo pomyśl co by było gdyby coś Ci się stało?.... No właśnie. Na koniec Rikera, bo chłopak serio się wystraszył jak zniknęłaś,  jak byłas ledwo żywa no i również był za Ciebie odpowiedzialny.
- Wow! Rocky skąd u Ciebie taka mądrość? – zapytała z nie do wierzeniem 
- Ma się te przebłyski. – zaśmiał się, po czym dodał ze śmiertelnie poważną miną. – Ale jeśli ktoś się dowie, to Cię zabiję! – popatrzył na dziewczynę po czym wybuchł nagłym śmiechem. – Hahahah, żałuj, że nie widziałaś swojej miny! Hahahaah!
- Weź mnie więcej tak nie strasz! – dziewczyna krzyknęła i pacnęła przyjaciela lekko w ramię.
- Ałaaaa.
- Przestań udawać. Nawet tego nie poczułeś!
- Fakt. – szepnął sobie pod  nosem
- Dobra, wracajmy do nich.
- Tak masz rację.

 ~ Maggie~
Nawaliłam wiem to! Teraz pozostaje mi tylko przeprosić resztę tak jak mówił Rocky i ponieść wszelkie konsekwencje.Nim się obejrzałam stałam przy ognisku, a wszyscy wlepiali we mnie wzrok. 
- Dalej. Dasz radę. - Rocky szepnął mi do ucha i lekko pchnął w stronę przyjaciół. 
- Słuchajcie ja.... ja chciałabym przeprosić. Alex za to, że na Ciebie tak naskoczyłam wiedząc, że masz rację i za to, że napędziłam Ci strachu. Matt, wiem, że jesteś odpowiedzialny za mnie. Riker, Ciebie chciałabym przeprosić najbardziej. Wiem, że śle postąpiłam, że jesteś odpowiedzialny za mnie....nas, że Cię tak przestraszyłam. Chciałabym Ci również podziękować, za opiekę. Na koniec chciałabym przeprosić was wszystkich, że przeze mnie musieliście wstać w środku nocy i iść mnie szukać. - wydusiłam wszystko na jednym tchu, mając spuszczoną głowę. Zaraz jednak poczułam jak ktoś mnie przytula. Okazali się to moi przyjaciele. Jednak kogoś mi tu brakowało..... Riker dalej siedział na ławce smażąc swoją kromkę chleba. Nie powiem, zakuło. 
- Nie gniewamy się. Po prostu się martwiliśmy. -Powiedziała Alex, a ja jeszcze bardziej wtuliłam się w paczkę.
- Dobra dosyć rozczulania się. Pakujcie się i wracamy!- zarządził najstarszy z Lynchów i po prostu nas ominął. Odprowadziłam go smutnym wzrokiem. Było mi przykro, że dalej jest na mnie zły. Moje przygnębienie zauważyła jednak pewna wspaniała osóbka. 
- Spokojnie przejdzie mu... On nie jest zły, tylko chce Ci dać taką nauczkę. To w końcu Lynch, a wiesz... My jesteśmy...hymmm jakby to powiedzieć... DZIWNI o tak, to dobre określenie.- tą osóbka była Rydel. Dziewczyna uśmiechnęła się i krzepiąco poklepała po ramieniu, po czym dołączyła do Rossa siłującego się z ich namiotem. A ja? Ja zrezygnowana usiadłam na ławeczce przy ognisku gdyż wiedziałam, że Riker nie życzy sobie teraz mojego towarzystwa, a poza tym ze wszystkim zdążył się już uporać. 
~ Pół godziny później~
Mam tego po prostu dość! Mam dość jego lekceważącego stosunku do mnie! Przez ostatnie trzydzieści minut nie uraczył mnie nawet spojrzenie, a już nie wspomnę o jakimkolwiek odezwaniu się. 
- Długo będziesz się tak jeszcze gniewał?- nie wytrzymałam i zadałam pytanie, które mnie nurtowało. 
- Powiedział Ci ktoś  w ogóle, że się gniewam?- Odparł.... Oschle? 
- Nikt nie musiał mówić!
- No to przestań w końcu wyciągać pochopne wnioski ok?! - i dalej to samo. Nie spojrzał nawet na mnie. Jedyne, co zrobił to tylko lekko podniósł głos
-  Nie krzycz na mnie! I nie wyciągam... To widać! Nie patrzysz na mnie, ani nic. Odzywasz się do mnie oschle.... więc przestań wciskać mi kit i łaskawie oświeć mnie, o co Ci biega!!- no i proszę. Moje emocje wzięły górę. Całe szczęście, że jesteśmy już pod domem. Samochód jeszcze dobrze nie stanął, a ja już z niego wyskoczyłam. Teraz jedyne, o czym marzę, to pozamulać w samotności. 

~ Narrator~ 
- Stary tak właściwie to, o co ci teraz biega? Przecież przeprosiła!- Powiedział zmieszany Ratliff 
- O nic jasne?! Odczepcie się. 
- Rikeeer! - Zawołała za nim Delly, gdyż chłopak wysiadł z auta.
- Nie!- Krzyknął i pobiegł w stronę gdzie prędzej pobiegła brunetka.
-Jesteście bardzo dziwni… Najpierw się do niej nie odzywa, a teraz poleciał za nią jak kot za myszą.- Powiedział Matt
-Bo to Lynchowie, tego nie ogarniesz- wtrącił Ratliff  i o dziwo wszyscy wybuchli śmiechem.
-Dobra Alex idziemy do domu- chłopak wziął torby i pociągnął delikatnie swoją kuzynkę za rękę
 -Ej Chwila!- Krzyknął Rocky
-Coo?- Zmieszane kuzynostwo odpowiedziało razem
-Widzimy się później?
-Jasne, czemu nie- odpowiedziała Alex
-No to świetnie! Jesteśmy umówieni! To wbijcie do nas wszyscy jak już wszystko będziecie mieć ogarnięte- Rocky podszedł do Alex i pocałował ją w policzek, a potem wrócił do auta.
-Emm dobra Dzikusy, siadać, jak widać muszę zastąpić Rikera za kierownicą.
Delly usidła na miejsce kierowcy i odpaliła auto. Na miejscu byli po chwili, chłopcy zabrali torby i wszyscy poszli się rozpakowywać.
~Tymczasem u Riker’a~
Blondyn biegł cały czas za przyjaciółką, ale po chwili dziewczyna się zatrzymała i usiadła na krawężniku i się skuliła. Riker usiadł obok dziewczyny. Siedzieli w ciszy dobre dziesięć minut, w końcu brunetka nie wytrzymała
-Dlaczego?- Dziewczyna nie otrzymała odpowiedzi, więc ponowiła pytanie
-Riker! Dlaczego?
Po niedługim zastanowieniu chłopak się odezwał
-Dlaczego co? Dlaczego się nie odzywałem? Chcesz wiedzieć, dlaczego byłem zły?
Brunetka kiwnęła głową na potwierdzenie, ale cały czas unikała jego wzroku, Riker to zobaczył i złapał lekko podbródek przyjaciółki i zmusił ją do tego, żeby spojrzała mu prosto w oczy
-Na początku byłem zły, ale teraz już nie! Teraz chodziło głównie o troskę o Ciebie. Martwiłem się... Nawet nie wiesz jak bardzo. Jak zniknęłaś to nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś Ci się stało…
-Riker.. Tak bardzo Cię przepraszam, to wszystko moja wina- dziewczyna zaczęła łkać, a Riker przyciągnął ją do siebie i bardzo mocno przytulił
-Już dobrze, już dobrze, ale proszę nie płacz. –Chłopak złapał Maggie za rękę i ruszyli w stronę domu.
-Maggie… idziemy do mnie czy mam Cię odprowadzić do domu Alex?
-Chce wrócić do Alex.
-Okej.
Riker wraz z przyjaciółką doszli do domu Alex po nie całych dziesięciu minutach
-Zobaczymy się później? –Spytał Riker
-Nie wiem, źle się czuje, dam znać dobrze?
-Dobrze- chłopak pocałował brunetkę w policzek i poszedł w stronę swojego domu, a Maggie udała się do drzwi.
Weszła do domu nie witając się z nikim i po chwili była w swoim pokoju. Zamknęła drzwi, włączyła nie głośno muzykę i sięgnęła po swój pamiętnik, który leżał pod poduszką i zaczęła w nim pisać.
Maggie była zajęta, a Alex razem z Mattem właśnie skończyli wszystko ogarniać i postanowili się zebrać i udać się do Lynchów.
Alex postanowiła wejść na chwile do pokoju przyjaciółki.
-Ej Stara, idę razem z Mattem do Lynchów, idziesz z nami?
-Wiesz… Źle się czuję, idźcie sami, ja może do was dojdę, ale nie gwarantuje.
-Dobrze. – Blondynka pożegnała się z przyjaciółką i razem z Mattem wyruszyli w stronę domy swoich przyjaciół i doszli tam bardzo szybko.

~Maggie~
Naprawdę chciałam iść z nimi, ale serio, źle się czuje. No cóż, Może coś w telewizji będzie, chociaż wątpię, no w każdym razie poszłam do salonu. Jak ja dawno nie wchodziłam na Twittera, ciekawe jak tam zdjęcie, które dodał Riker.- Pomyślałam
 Odpaliłam laptopa, zalogowałam się na swoje i konto i weszłam na TT, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam… po zdjęciem było dużo komentarzy pozytywnych, ale było też masę hejtów! Ludzie uważają, że jestem tylko kolejną fanka, która chce ich wykorzystać, wyzywają mnie, wypisują " spadaj od RIKERA ON JEST MÓJ".
Nie mogłam więcej czytać tego czegoś, więc jak najszybciej zamknęłam lapka, potem się ubrałam i wybiegłam z domu...

_______________________________________
Hej! Z góry przepraszamy za długą nie obecność, ale były pewne problemy... W każdym bądź razie, mamy nadzieje, że rozdział się podobał, należy on nawet chyba do dłuższych :) 

https://www.youtube.com/watch?v=VZKU3Dkw3HE&hd=1 ---> Link do piosenki, która była śpiewana przez Maggie. :)

Renia i Patrycja :)

SMACZNEGO JAJKA I MOKREGO DYNGUSA <3


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

!

BARDZO DZIĘKUJEMY JUŻ ZA PONAD 5.000 WEJŚĆ :) 
JESTEŚCIE CUDOWNI! KOCHAMY WAS!
CO DO ROZDZIAŁU, UWAŻAM, ŻE JAK ZWYKLE POJAWI SIĘ ON DO KOŃCA TYGODNIA! :)


RENIA I PYSIEK <3!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 11 "Wyprawa" Cz. 2


~Narrator~
 Cala ferajna wjechała na parking przed hipermarketem.
- Dobra, idziemy na zakupy, tylko błagam zachowujcie się jak cywilizowani ludzie – Powiedziała Rydel i wymownie spojrzała na Rossa i Rikera.
Po ostatniej akcji dziewczyna teraz troszeczkę wstydzi swoich braci. Po przygotowaniu sie cala dziewiątka udała się do wejścia do sklepu.
- Rozdzielamy sie? - Zapytał Rocky.
- No pasowałoby. Ludzie pomyślą, że jacyś debile zaatakowali sklep jak cała dziewiątką będziemy łazić za sobą. - Wtrącił Ryland.
- OL maj gasz. RyRy ma racje. - Zaśmiał się Ross, na co został skarcony spojrzeniem brata.
- Wiec tak: Ratliff, Rocky, Matt i Rydel idą po napoje i pieczywo. Ja, Mag i Alex idziemy po jakieś słodycze i jako najstarszy może wezmę dla każdego po piwku. Ross, Ryland wy idźcie po rozpałkę i wszystko, co przyda nam sie do rozpalenia ogniska. - Jak w wojsku rozkazy wydawał Riker. Jak powiedział każdy tak zrobił.

~ Ellington~
Rydel dalej jest na mnie obrażona. Jeszcze nigdy tak nie było, jeszcze nigdy tak nie przegiąłem. Nigdy. Teraz chodzimy po tym sklepie i nawet nie uraczy mnie swoim spojrzeniem. Zwraca się do mnie bez osobowo, nawet nie użyje mojego imienia. To boli. Sam sobie na to zasłużyłem…
Właściwie nie rozumiem swojego zachowania, po co ja jej to powiedziałem? Ostatnio niczego nie rozumiem, jestem zwykłym KRETYNEM!
Wszystko się sypie.. Mój związek z Kelly, moje relacje z Rydel i jej braćmi, a moimi najlepszymi przyjaciółmi. Dlaczego? Kto mi powie, dlaczego?
Z zadumy wyrwały mnie słowa blondynki.
- Nogi mnie juz bolą - zaczęła marudzić. Ooo może ja coś na to zaradzę? Już miałem się odzywać, że wezmę ją na plecy, ale ten Stasiu czy jak mu tam, nie, pamietam mnie wyprzedził.
- Wskakuj mała. - Powiedział i nastawił sie tak, żeby Delly usiadła mu na plecach. Kuźwa! Ona miała tak teraz siedzieć u mnie. A on, co? Myśli, że jest taki silny. Pf zaraz zobaczymy.
- Rocky, nie pytaj tylko wskakuj. - Podbiegłem do bruneta i tak prosto z mostu wypaliłem z tym tekstem, ten zaś spojrzał na mnie mega zdziwiony.
- Okeeej?- Odpowiedział i wskoczył mi na plecy tak jak go o to prosiłem.
- Hej! Hej Rydel. Patrz nie tylko twój kolega tutaj jest silny. - Krzyknąłem i podskoczyłem z zamiarem podrzucenia Rocky'ego.
Rydel się odwróciła i  puknęła się w czoło, po czym wplotła swoje dłonie w włosy  Mata, po pięciu minutach doszło do mnie, że coraz bardziej zachowuje się jak zazdrosny palant dźwigając Rocky'ego na plecach i pokazując swoją głupotę.
Chwila? Co? Zazdrosny? O co?
W końcu powiedziałem sobie DOŚĆ!
- Rocky złaź ze mnie. Już nie mam sil. - Powiedziałem sapiąc jakbym przebiegł maraton.
- Haha, a przed chwilą krzyczałeś do, Delly, że nie tylko Matt jest tutaj wysportowany. Czyżby Elluś był zazdrosny? - Przyjaciel zapytał pstrykając mnie w nos.
- Rocky, no weź! Ona mnie olewa, już nie śmieje się z moich żartów, nawet na mnie nie patrzy! Ja już tak nie chce! - Wyżaliłem się.
Zawsze traktowałem bruneta jak brata.
Jakoś tak zawsze dogadywałem się z nim najlepiej.
-Ell ja to wszystko rozumiem tak, ale sam sobie na to zasłużyłeś. Chłopie nawet nie masz pojęcia jak ona przez Ciebie płakała!
- Płakała? Przeze mnie? Nie wierzę, że doprowadziłem ją do takiego stanu. Przecież nigdy tak nie było. Rocky, co ja mam zrobić żeby wszystko było jak dawniej?
-Może na początek przestań się zachowywać jak zazdrosny palant? W ogóle nie rozumiem Ciebie! Jesteś z Kelly, a zachowujesz się jakbyś zakochał się w mojej siostrze! Rocky chwile się zastanawiał, ale potem się odezwał do mnie
-Oł maj gasz Ratliff! Czy ty..
- pfff coooo? - Zapytałem z głosem podwyższonym, co najmniej o dwie oktawy. -Nie prawda! Kocham Kelly, a Rydel to tylko koleżanką i tyle! Przestań wciskać mi kit Rocky!
Po prostu się o nią martwię. Nie boisz się, że jak będzie z tym... No nim, to on nam ją zabierze? Że on będzie ważniejszy od R5? Martwię się też, że ona będzie przez niego cierpieć.
- Stary, to tak jakbyśmy my martwili się o to, że Kelly zabierze nam Ciebie i, że to ty olejesz nas. Znam Rydel bardzo dobrze i wiem, że dla niej nic nie jest ważniejsze niż R5, więc ogarnij się i przestań ją w końcu ranić, ale zaprzyjaźnij się z moimi przyjaciółmi. Błyskawicą i grzmotem (od autorek:hahaha xD) - powiedział brunet wystawiając mi przed nos swoje pięści.
- Nie mam pojęcia, ale to Rydel ona zawsze wybacza. Tylko się postaraj.
-Rocky jeszcze jedno pytanie.. Emmm możesz zabrać swoich wiernych przyjaciół od mojego pięknego i jedynego w swoim rodzaju nosa?
-hahahah soryy...
W pewnym momencie chłopcy usłyszeli Rikera -Rocky, Ellington cholera jasna ruszać swoje cztery litery
Po tym jak Riker nas zawołał zakończyliśmy temat i dołączyliśmy do reszty.

~Maggie~
Batony-Są, cukierki-są, paluszki-są, ale czegoś mi tu brakuje. No tak...
- Riker, a pianki? - Zapytałam.
- No tak, kompletnie o nich zapomniałem. No to, bierzemy je i idziemy po drobny procencik. - Uśmiechnął się i dwukrotnie poruszył brwiami. Po pięciu minutach doszliśmy razem z Alex i Rikerem na stoisko z alkoholem, cały czas próbowałam namówić Rikera, żeby nie brał tylko po piwie, a coś mocniejszego, w końcu to tylko od czasu do czasu. A jeden raz można zaszaleć.
Moja przyjaciółka stała cały czas za zdaniem Rikera.
- Nie no Alex Ty tez? - Zapytałam przyjaciółkę z wyrzutem.
- Tak, wybacz Mag. - Powiedziała i razem z blondynem poszli w stronę kasy gdzie czekała cala reszta. Nie to nie, ale ja i tak postawie na swoim. Złapałam w dłonie dwie flaszki czystego alkoholu i zwinnym ruchem wrzuciłam je do wózka pozostając niezauważona.
Zaskakujące, że przy kasie nie zauważyli jak kasjerka przyjeżdżała czytnikiem po kodzie kreskowym na butelkach. Niechęcąc ryzykować porwałam procenty i schowałam je do swojego plecaka.
Wszystko zapakowaliśmy do bagażnika van'a i wyruszyliśmy w drogę. W aucie było mnóstwo zabawy. Śpiewaliśmy, wygłupialiśmy się, żartowaliśmy i opowiadaliśmy sobie kawały. Uwielbiam spędzać czas z tymi wariatami.
Po nie długiej drodze, w końcu dojechaliśmy na miejsce z daleka ujrzałam mały, ale za to, jakie zadbane jeziorko, wypakowaliśmy wszystko z bagażnika i udaliśmy sie za Rikerem.

~Narrator~
 Po rozpakowaniu się przyszedł czas na rozłożenie namiotów. Chłopcy chcąc pokazać, że są mężczyznami zabrali się do pracy. Godzina, półtora, dwie i nadal ani jeden namiot nie stoi tak jak powinien.
- Ygh dajcie to! -Krzyknęła podenerwowana Alex.
Dwadzieścia minut później juz stal elegancko rozłożony namiot.
– Ale jak ty to... - Pytali chłopcy z niedowierzaniem patrząc na dziewczynę i wskazując palcami na namiot.
- Harcerstwo. Wiecie, co to? Należałam kiedyś do drużyny razem z Mag. - Wyjaśniła blondynka.
- Ooo i nosiłyście pewnie takie super słodkie i seksowne stroje prawda? Masz jakieś zdjęcia, które mogę sobie pooglądać? - Zapytał Ross uśmiechając się łobuzersko.
- Ygh. Sio! - Krzyknęła szesnastolatka i podeszła do dziewczyn, które zajmowały się jedzeniem.
- Dobra laski, jakie mięcho chcecie? - Zapytała Rydel dzierżąc w ręce zaostrzony kiek na kiełbasę.
- Zwyczajną prosimy. - Odezwała się z uśmiechem  Maggie
- A Ty Alex? - Szturchnęła ją Pinki.
- Emmm, nie. Ja nie jem mięsa. Wieeesz wegetarianka i te sprawy. - Odezwała się blondynka i poszła do chłopców zobaczyć jak idzie  rozkładanie reszty namiotów.
- No nareszcie! Myślałam, że nigdy nie skończycie. - Szesnastolatka zaczęła szydzić z chłopców.
- Spadaj mądralo! - Krzyknął Rocky i przewiesił sobie dziewczynę przez ramie, po czym zaczął biegać z nią po lesie. Po jakiś dwudziestu minutach całe towarzystwo usiadło przy ognisku. Ross, Rocky i Riker porwali swoje gitary, Ellington pałeczki, a Rydel grzechotki.
Na pierwszy ogień zaśpiewali One Last Dance, podczas, której Alex i Maggie zabłyszczały ledwo widoczne łezki wzruszenia w oczkach.
Po jakiś trzech zaśpiewanych piosenkach i zjedzeniu wielu kiełbasek Ryland był zmęczony.
- Ej ludzie, bo ja już chcę do domu. - Powiedział przecierając oczy.
- Młody to może ja Cię zawiozę?- Zapytał Matt.
- O, to ja pojadę z wami. - Zgłosiła się Delly i razem z bratem i "przyjacielem" udali się w stronę auta.

~ Alex~
Ohoho Matt i Rydel pojechali autem. Razem. Nie no, jaka ja spostrzegawcza. Mniejsza o to. Więc ich nie ma, a my nadal siedzimy przy ognisku, tylko, że teraz opowiadamy sobie straszne historie. Atmosfera jest napięta. Jest ciemno, trochę blasku daje nam ognisko, a do tego zrywał się wiatr, który poruszał liśćmi i szeleścił nimi oraz przenosił drobne gałązki z miejsca na miejsce. Serio, gdybym była teraz sama to umierałbym ze strachu. Muszę przyznać, że Lynch'owie potrafią zastraszyć człowieka. Właśnie opowiadał Riker.
Patrzyłam się na niego uważnie.
- I BUM! - Krzyknął nagle, a ja z Mag aż podskoczyłyśmy przerażone.
- I wtedy znaleźli wypatroszoną kobietę, a obok niej ta sama biała postać z czerwonymi ustami, co wcześniej. Legenda głosi, że za każdym razem, gdy pojawiają się tu turyści, nigdy nie wracają żywi z tego przeklętego lasu, w którym się właśnie znajdujemy. - Tak zakończył opowieść. Siedziałam jak na szpilkach. Matko jak ja sie boje. Siedziałam, aż nagle coś złapało mnie za kostkę.
- Aaaaaa!! Ja nie chce umierać, ratunku!! - Zaczęłam piszczeć, a moje towarzystwo wybuchło śmiechem.
- Hahaha! To ja złapałem Cię za nogę. Chciałem zobaczyć Twoją reakcje. - Śmiał się Ross. Udałam, że się obrażam wtedy podszedł do mnie i przytulił.
- Ej blondyneczko. Nie bój się to historia z palca wyssana. - Zaśmiał się.
Wyrwałam się z jego uścisku i z powrotem usiadłam na pieńku.
-proszę twój reds.- Powiedział i wręczył mi butelkę, pozostałym również.
Ja, Mag i Riker piliśmy w miarę normalnie, a reszta? Rzuciła się na ten napój jakby nigdy nie pili piwa.
- Nie ładnie tak Alex. Wszystko powiem mojej mamie...- Odezwał się ktoś za moimi plecami. Wiecie, kto? Matt!
- Powiem, że na nas nie zaczekaliście. - Dopowiedział ze śmiechem.
Po chwili razem z Rydel porwali swoje butelki i piliśmy śmiejąc się i ciesząc swoim towarzystwem.
-Ej słuchajcie, to byłoby na koniec, teraz żałuje, że jednak nie wziąłem więcej % - odezwał się Riker
-Jak to nie wziąłeś? To, co Mag chowała do plecaka? Dwie setki przecież…- powiedział Ratliff
-Yyy no chyba nie? -Riker spojrzał na Mag
-Jak to nie?  Ej nie róbcie ze mnie debila, okej? Przecież ja ślepy nie jestem… chyba..

~ Riker~
Maggie, wytłumaczysz mi to? - Zapytałem.
Przyznam, że byłem już podenerwowany.
- No boooo.... no, bo wy nie chcieliście się zgodzić no to wzięłam i wpakowałam do koszyka. - Brunetka, zaczęła się tłumaczyć.
- No dobra, trzeba było wpakować piwa więcej, a nie czysty alkohol! - Wrzasnąłem.
Chyba lekko się przestraszyła, ale co poradzę? Ja z Mattem tu za nich wszystkich odpowiadam, a że szatyna nie było to na mnie spadla cala odpowiedzialność.
- Przepraszam Riker.
– No juz dobrze. Teraz pozostaje tylko to wypić…
-Idź przynieść. -Uśmiechnąłem się lekko do dziewczyny
JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ
Na dziewięć osób poszła jedna flaszka. Nie powiem, Mag ma spust. Wypiła chyba najwięcej i jeszcze dobiera sie do drugiej butelki. Oooo nie! Nie na mojej warcie!
- Mag oddaj to już. - Powiedziałem
- Właśnie. Dziewczyno wystarczy Ci już. Jesteś spita.- Alex stanęła po mojej stronie.
- Ugh, ale chwila.- Nie wiedziałem, co chce zrobić, ale jak zobaczyłem to, to się przeraziłem Maggie przechyliła butelkę i tak z gwintu bez żadnych ceregieli zaczęła sączyć procenty.
Wypiła? Wypiła. O nie wypiła! Co to ma być.
- Brawo chłopie. Trzeba było jej od razu zabrać geniuszu. - Skarciła mnie Al.
- Co teraz? - Zawyłem żałośnie.
- Przecież nie odstawie jej jutro do domu w tak fatalnym stanie. Twoja ciotka mnie zabije!
- Stary daj spokój. Jutro Będzie miała kaca. Zadzwonię do ciotki, albo nie Matt to zrobi i powie, że camping nam się przedłużył. A teraz bierz ja i idziemy! - Przyjaciółka wydała rozkaz i zaczęła podchodzić do namiotu, w którym miała spać razem z Maggie.
- Jesteś genialna! - Powiedziałem i zawiesiłem bezwładne ciało siedemnastolatki na moje barki.
-Alex, poradzisz sobie z nią?- Zapytałem będąc już przy przyjaciołach.
- Wiesz obawiam się, że nie. Pijana Mag, to nadpobudliwa i nieobliczalna Mag.
Ty jeszcze mnie zgwałci i co wtedy? - Zapytała przyjaciółka (z mina typu O_o)
- Ygh dobra nie wnikam. To skoro ja miałem spać z Rockym, a Ty z Mag to zrobimy tak, że Ty pójdziesz do mojego brata, a ja zostanę z Maggie. Może tak być? - Zapytałem, a dziewczyna przytaknęła.
- Rocky, pasuje Ci, że Al będzie z Tobą spala w namiocie?- Zapytałem go dla pewności.
- No pewnie ja na to jak na lato! - Gitarzysta uśmiechnął się promiennie i złapał blondynkę za rękę.
-,Co to ma być? - Oburzył sie Ross
- Ale co? - Zapytaliśmy wszyscy.
- No to, ze ona z nim, a nie np z Rydel? - Zapytał.
- Młody nie marudź. Z Rydel śpisz Ty, a Matt z Ellem i bez dyskusji. Dobranoc. - Powiedziałem głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Wpakowałem przyjaciółkę do namiotu i zamknąłem go.
- Oj Smith, co ja z tobą mam? Pasowałoby Cię trochę porozbierać. Tylko się nie obraź. - Powiedziałem, mimo iż wiedziałem, ze laska nie kontaktuje. Wyjąłem z jej torby dresy i z mojej jakąś szeroka bluzkę. Rozebrałem ją ostrożnie, żeby się nie obudziła i żeby nie dostała jakiegoś ataku, a moim oczom ukazał się czerwono krwisty koronkowy biustonosz i do tego stringi w takim samym kolorze.
- O cholera!! Serio, ludzie. Co to ma być!? Ok chłopie. Tylko się nie podniecaj. Po tym jak się ogarnąłem szybko ubrałem ją w przygotowane ubrania.

~Narrator~
W każdym namiocie się coś działo. Zacznijmy od Rossa i Rydel.
- Siostra, potrzebuje pomocy. - Odezwał się blondyn.
 - Ok. Mów.
- Nie sadzisz, że Rocky i Alex są za blisko siebie?- Zapytał.
- No śpią w jednym namiocie, więc muszą być blisko. Wiesz nie ma tam za wiele miejsca. - Powiedziała jakby to było oczywiste.
- Nie o to mi chodzi. Patrz jak on się do niej przystawia.
- Ross, czy ty jesteś zazdrosny?! - Pinki była rozbawiona zachowaniem brata.
- Nie. Nie jestem, nie byłem i nie będę. Jasne?! No wiec dobranoc siostra i nie naciskaj na mnie!
- Ross, ale ja nic nie mówię.
- Nie naciskaj powiedziałem. Nie jestem zazdrosny.
- Tak Ross.
- Tak. Dobranoc.
Po zakończeniu jakże zacnego dialogu rodzeństwo odwróciło się do siebie plecami i zasnęło.
W namiocie Matta i Ella za to nie było zbyt spokojnie.
- Odwal się od niej! Nie rozumiesz, że ją ranisz? - Krzyknął Matt.
Chłopcy kłócili się tak juz od jakiegoś czasu.
- Ja ją ranie? Ja ją chronię, przed tobą. Ty ja zranisz i wtedy będzie cierpiała. - Swoje dwa grosze wtrącił Ratliff.
- Stary ja? Ślepy jesteś? Jak na razie to tylko przez Ciebie płakała i była smutna. Zajmij sie swoim związkiem. Jesteś pewny, że ta twoja lalunia jest Ci aż tak wierna jak sadzisz. Zaskakujące, że zawsze jak do niej dzwonisz to unika rozmów, co robiła przez cały dzień, albo znajduje wymówkę i sie rozłącza. - Wyrzucił z siebie szatyn.
- Słuchaj, przeciągasz strunę gościu. Odwal sie od Kelly.
- A ty sie odwal od Rydel. Nie będzie fajnie, jeśli znowu ja zranisz.
- Z tobą też nie będzie fajnie, jeśli ja zranisz.
- Ooo gwarantuje ci, że tak się nie stanie. Samych koszmarów Ci życzę. - Odburknął Matt i oddalił się od Ella jak tylko mógł oraz poszedł spać. Perkusista miał taki sam zamiar jednak po głowie ciągle chodziły mu słowa studenta na temat jego dziewczyny.
- Cos w tym jest. - Pomyślał i również zasnął
Idźmy dalej. Na kolejce teraz jest namiot Alex i Rock'yego. Brunet juz praktycznie zasypiał, lecz za każdym razem budziło go ciągle wiercenie się przyjaciółki. Z powodu braku snu dziewczyna usiadła i objęła kolana rekami.
-Mała, co jest? - Zapytał Rocky.
- Nie. Po prostu nie mogę zasnąć. Wiesz tak trochę sie boje. Tylko błagam nie śmiej się.
- Heh, nie będę się śmiał. Chodź tu do mnie. - Brunet rozłożył ręce, a dziewczyna wtuliła sie w niego.
- Hej nie jest Ci zimno. Masz strasznie zimne raczki i blade policzki.
- Masz racje bystrzaku. Trochę zmarzłam.
- Oj Alex, Alex zmarzluchu. - Powiedział chłopak mocniej przytulając dziewczynę.
- Dziękuje. - Odpowiedziała i zamknęła oczy.
- Dobranoc. - Rocky cmoknął dziewczynę w czoło, nosek i policzek. Na koniec złapał w swoje dłonie jej rączkę i ucałował. Nie puszczając kruchej i zimnej dłoni dziewczyny zasnął podobnie jak ona. Z uśmiechem na ustach.
Na koniec zostawiliśmy najciekawszy namiot. Teoretycznie Riker już spał. Obudziło go jednak delikatne smyranie po jego uchu. Blondynowi było przyjemnie, lecz nagle poczuł czyjeś ręce na swoim brzuchu.
- Co jest? - Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej i zobaczył zdezorientowaną twarz Maggie.
- Co ty robisz?- Zapytał przyjaciółkę.
- No wiesz blondasku. Budzę Cię.
- Ale po co i to jeszcze w taki sposób?
- Bo chcę się pobawić. Mam mnóstwo energii. Energie trzeba wylądować inaczej nie zasnę. - Ale co ja Ci na to poradzę?
Riker był coraz bardziej zdezorientowany.
- Pobawisz się ze mną? - Zapytała Mag wspinając się palcami po torsie przyjaciela.
- Wiesz może innym razem. - Powiedział i złapał rękę dziewczyny. Położył ją na śpiwór i sam się ulokował. Niestety nie nacieszył się długo spokojem gdyż usłyszał jak ktoś otwiera jego namiot.
- Co jest?! Maggie co robisz?! Błagam kobieto idź ze juz spać.
- No cooo? Ja chce iść tylko się wysikać. - Powiedziała uśmiechając się zadziornie.
- A może pójdziesz ze mną?
- Popilnować Cie? Jasne. Chodź. - Riker juz chciał wychodzić z "domku”, ale napotkał opor ze strony dziewczyny.
- Co robisz, chciałaś iść siku.
- No tak, ale nie z Tobą.
- Jak nie ze mną? Przed chwila przecież... Nie ważne. Chodź.
- Nie ja z tobą nie idę.
- Mag no proszę chodź.
- NIE! Albo idę sama, albo nie idę.
- Ygh no dobra. Tylko jakby Ci się działo to krzycz czy coś tam. - Po tych słowach brunetka wybiegła z namiotu jak oparzona.

~ Maggie~
 Jestem sobie mały miś, śmieszny miś. Znam się z dziećmi nie od dziś. Jeeeestem sobie mały miś, gruby miś znam się z dziećmi nie od dziś. Jestem sobie mis uszatek lalala. Zzuuuuuzia lala nie duuuża a na dodatek cala ze szmatek lalala. - Chodziłam sobie tak pomiędzy drzewkami i śpiewałam sobie. Mam taki świetny humor, życie jest świetne, świat jest piękny, świeci słonce... oj, a może to księżyc? Aa, co mnie to, ważne, że coś tam świeci nie? Stary, niedźwiedź mocno śpi! Stary, niedźwiedź mocno śpi, my się go boimy na palcach chodzimy jak się zbudzi to nas zje!
Dalej sobie śpiewałam coraz bardziej oddalając się od naszych namiotowych rezydencji. Cóż za zbieg okoliczności. Chodzę sobie jak ta Zuzia z piosenki po lesie, śpiewam piosenki o misiach. O a może jakiegoś tu znajdę?
- Kici kici kici. - Zaczęłam szeptać. Nic.
- Kici kici kici. Misiu wystaw rogi. Dam ci sera na pierogi. - Dalej nic. Nie to nie! Obraziłam się i poszłam dalej. Dalej kracząc tak skocznym krokiem niczym czerwony kapturek coś przebiegło mi pomiędzy nogami i załaskotało tak porządnie.
- Aaaa, co to...co to ma być?! Zabierzcie, fuuu. Ble sio sio. Zaczęłam skakać jak oparzona i klaskać pod kolanami. Ooo gdybym teraz miała indeks sprawności fizycznej z szybkości miałabym maksimum punktów.

 ~Narrator~
Riker martwił się gdyż jego przyjaciółka nadal nie wracała, a wyszła dobre piętnaście minut temu. Leżąc tak nagle usłyszał pisk.
- Kuźwa to pewnie Mag. - Chłopak szybko wybiegł z namiotu i pobudził swoich towarzyszy.
- Stary, co jest? - Zapytał zaspany Ross
- jest 3 w nocy, a ty budzisz nas? Why? - Słuchajcie Mag poszła za potrzeba i nie wraca juz od dłuższego czasu. Przed chwila usłyszałem pisk, należący najprawdopodobniej do niej. Rozdzielamy sie i jej szukamy. Najlepiej chodźmy tak, jak byliśmy parami w namiotach. - Blondyn zakończył swój monolog i wyruszył na poszukiwania. Co poniektórym z grupy nie podobało sie rozporządzenie o parach, ale przyjęli to dzielnie na klatę i poszli w las...


____________
Jak obiecałyśmy, rozdział jest!
Mam nadzieje, że się podobał :)
Jeśli będą jakieś błędy przepraszamy <3 
Serdeczne pozdrowienia <3