sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 21 "Oto paradoks straty. Jak coś, czego już nie ma może nam tak bardzo ciążyć? "

W poprzednim rozdziale..

~Narrator~

Nagle wszyscy odwrócili głowy w stronę wejścia do salonu, gdzie w tym samym czasie wbiegli Ell i Maggie.
-Słuchajcie! - krzyknęli w tym samym czasie.


~Narrator~

- Wybaczyłam Christianowi!
-Kelly wraca! – przyjaciele krzyknęli w tym samym czasie wywołując zdziwienie u wszystkich
-Co?! – tym razem w tym samym czasie odezwała się Rydel i Alex.  Maggie popatrzyła na przyjaciółkę przepraszająco, a Ell ze zdziwieniem na Delly.
-Przepraszam. Chciałam powiedzieć, że bardzo się cieszę. Emm muszę iść bo przypomniało mi się, że zostawiłam włączonego laptopa na górze.
-Ale Ryd Twój laptop jest tutaj. – krzyknął za nią Rocky kiedy ta nieobecna kierowała się w stronę schodów
-Ten drugi… - mruknęła cicho ale na tyle, żeby reszta usłyszała.
-Jaki drugi? – zapytał Matt, ale już nikt mu nie odpowiedział.  Zastanawiało go dlaczego humor Delly tak szybko uleciał. Wyszła taka nieobecna z pokoju… - To ja do niej pójdę. – powiedział szatyn i już po chwili go nie było.
-A ja jadę powiedzieć rodzicom. Widzimy się później! – Perkusista krzyknął i z entuzjazmem wybiegł z domu Lynchów. Teraz każdy swoją uwagę przeniósł na Maggie i na Alex.  Atmosfera była ciężka. Dziewczyny wpatrywały się w siebie i tylko one wiedziały co czuje ta druga. W pewnym momencie Alex podniosła się z sofy i skierowała się w stronę drzwi frontowych.
-Alex no! Przestań… - krzyknęła i ruszyła za nią Maggie.
-Ale ja nic nie robię. Tylko idę do domu. – blondynka uśmiechnęła się i ruszyła.
-Czekaj idę z Tobą. – Maggie zrównała się z przyjaciółka i obie ruszyły w długą drogę do domu zostawiając trzech Lynchów pod znakami zapytania.  

~Maggie~

Dobijała mnie ta cisza. Szłyśmy kompletnie się nie odzywając do siebie.
-Długo jeszcze będziesz taka milcząca? Alex co miałam zrobić? On opowiedział mi wszystko. – powiedziałam zirytowana. Nienawidziłam kiedy karała mnie za coś swoim milczeniem i udawaniem, że jest ok. Serio wolałabym, żeby się na mnie wydarła…
-Maggie ale serio jest ok. Nie mogę się złościć na Ciebie za to. Zrobiłaś to co uważałaś za słuszne i to na co mnie nie stać. Nie umiem…ale Ty umiałaś i cieszę się, że w pewnym sensie odzyskałaś przyjaciela. – blondynka przystanęła i przytuliła mnie.
-Czyli nie jesteś zła? – zapytała niepewnie
-Byłam, ale sobie coś uzmysłowiłam i doszłam do wniosku, że zachowuję się absurdalnie.
-Dziękuję, ale… Mała nie wyciągaj pochopnych wniosków i może porozmawiaj z Christianem?
-Przestań… Nie proś mnie o to. Nie teraz. Zapomnijmy i chodźmy bo głodna jestem. – Nie tracąc dłużej czasu poszłyśmy do domu. Tam oczywiście nie zastałyśmy nikogo. Anna była w swojej kancelarii bo mówiła, że ma jakąś dziwną sprawę, a Matt został u Lynchów. Właśnie… Oni. Pasowałoby z nimi porozmawiać ale to później..
-Co chcesz? – z letargu wyrwał mnie głos Alex
-Heee? – zajęczałam podnosząc do góry jedną stronę górnej wargi marszcząc przy tym nos, co wywołało śmiech blondynki. Bardzo inteligentnie Magg, brawo. Chwilę potem sama zaczęłam się śmiać. Nie oszukujmy się Alex ma bardzo zaraźliwy śmiech.
-Twoja mina… Hahahah, bezcenne! –śmiała się jak szalona – Wracając. Pytałam o to co chcesz do jedzenia. Bo wiesz… Ciebie do kuchni nie wpuszczamy kochaniutka. – znowu się zaśmiała podczas gdy lustrowała zawartość lodówki. – Hymmm mogę zrobić kanapki sub, bo wiesz co innego dłużej się robi i w ogóle…
-Haha tak. Po prostu przyznaj się, że jesteś leń i nie chce Ci się robić nic innego.
-Rozgryzłaś mnie cukiereczku. – zamruczała zmysłowo na co obie wybuchłyśmy śmiechem.
-Panno Mathers jestem skonsternowana pani tokiem myślenia.
- Cóż.. i co my z tym zrobimy?
-Myślę, że kanapki. Jestem głodna a zrobiłaś mi smaka.
-Och.. Naszym celem jest sprawianie przyjemności, panno Smith. – puściła mi oczko i zabrała się za robienie kanapek chichocząc co chwilę i kręcąc głową. Uwielbiam kiedy po między nami panuje taka atmosfera i wygłupiamy się wzajemnie.

~*~
Nasycone usiadłyśmy na sofie w salonie i oglądałyśmy film, kiedy odezwała się Alex:
-Jak Ci się układa z Rikiem? – zaskoczyła mnie tym…
-Cóż.. sama nie wiem. Jesteśmy ze sobą krótko ale wydaje mi się, że chyba bardzo dobrze. – pokiwała głową ale zaraz znów się odezwała.
-To dobrze, ale powiedz mi kiedy będzie trzeba skopać mu tyłek. – uśmiechnęłam się na te słowa i pokiwałam głową.  
-A co z Tobą?
-Ze mną? – zmarszczyła brwi
-No z Tobą i Rossm. – zrobiłam tak zwane brewki a blondynka spuściła głowę i nie wierze, zarumieniła się.
-Och to… Nic nie ma. Znaczy… Kuźwa!
-Dobra nie motaj się. A tak na serio?
-No lubię go. Jest fajny i w ogóle. Przystojny i słodki. O! I troskliwy. Dla niego nawet zrezygnowałabym z sałatek owocowych. – na te słowa wybuchłam śmiechem.
-No nie wierzę. Oddałabyś sałatki? Stara a Cię wzięło. – dałam jej kuksańca w bok i w dobrych humorach wróciłyśmy do oglądania chińskiej dramy o nazwie „Paradise Kiss”.

~Matt~
Siedzieliśmy z Delly u niej w pokoju. Bezskutecznie próbowałem zwrócić na siebie jej uwagę.
-Dobra bo nie wytrzymam. Co się dzieje?
-A co ma się dziać? Nic się nie dzieje.
-Rydel przecież widzę. Zachowujesz się tak odkąd Ratliff powiedział, że jakaś Kelly wraca. Kto to jest? Rozmawiaj że mną Rydel, rozmawiaj proszę. – złapałem ją za dłoń i czekałam aż może w końcu się odezwie.
-Kelly to panienka Ella. Ciągle wyjeżdża, długo jej nie ma, nie wiadomo co robi tam na świecie a do tego go okłamuje, ale on i tak ślepo jej wierzy. Więcej jej nie ma, niż jest, a gdy już się pojawia on do niej leci jak na skrzydłach. – czemu jej słowa mnie zabolały? Czy ona?
-Czy ty go kochasz?- dziewczyna nagle się ożywiła.

-Nie! – zaprzeczyła twardo – Tylko boli mnie to, że to przez nią zaczęliśmy się ciągle kłócić. Stosunki z „Najlepszych przyjaciół” spadły na „Koledzy” ale boję się, że jak znów wróci będziemy tyko „partnerami z zespołu”.   



________________
I oto kolejny rozdział. Jak się podoba? Zachęcamy do tego aby wyrażać swoje opinie w komentarzach, które są bardzo mile widziane. 

Pozdrawiamy Pysiek i Renia :* 

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 20 "Stara przyjaźń nie rdzewieje..."

~Christian~

Stałem tam i patrzyłem na swoje dawne przyjaciółki. Zmieniły się i to bardzo. Już mnie nie potrzebują ...mają innych przyjaciół, ale co robią w Los Angeles? Te dziewczyny, które stały przede mną są już dorosłe. Prawie. Alex ma już chyba szesnaście lat. Mała blondyneczka z niebieskimi oczami, które już nie są wiecznie smutne. Teraz w jej oczach jest błysk radości. Niestety. boli mnie to, że ten błysk znika w chwili, gdy patrzy na mnie. Dawniej to ja go wywoływałem. Maggie? To już kobieta. Piękna młoda kobieta, wyglądająca na szczęśliwą. Obok niej stał wysoki blondyn i obejmował ją w pasie. Moja Żabka znalazła sobie chłopaka, a ja nie mogłem go przetestować. I nagle ogarnęła mnie wściekłość. Wściekłość na ich nowych przyjaciół, którzy zastąpili moje miejsce. Wściekłość na siebie! Wściekłość nawet na nie, za to, że już mnie nie potrzebują. No i oczywiście wściekłość na Alex za to, że tak nagle się pojawiła wszystko przypominając, rozpalając mnie, a później zostawiając samemu sobie i nie pozwalając mi nic wytłumaczyć! Ale co tu wytłumaczyć? Schrzaniłem wszystko, ale nie wiem czy żałować. Przy Angeli byłem przecież szczęśliwy, to ona wtedy była moim oczkiem w głowie, a one musiały pogodzić się z tym, że nie zawsze będę je niańczył.
-Nie wiem czy mamy co wyjaśniać.- odpowiedziała Alex takim oziębłym i beznamiętnym tonem. Boże, jak się zmieniła. "Nie zniszczysz nas już..."- przypomniały mi się jej słowa z parku. Czy to oznacza, że prędzej to zrobiłem?
-Owszem mamy. Dziewczyny proszę. - zacząłem do nich podchodzić, kiedy przed szereg wyszło dwóch blondynów i brunet, który otworzył mi drzwi.
-Powiedziały, że nie chcą, więc daj im spokój i wyjdź stąd! - powiedział jeden z blondynów. Krew we mnie dosłownie wrzała!
-Kim ty, do cholery, jesteś, żeby się wpieprzać?!
-Jestem Ross. Miło mi... A teraz wyjdź.- wskazał mi dłonią drzwi. Wyminąłem go i popatrzyłem w oczy Maggie.
-Magg? Proszę... - brunetka niemal niezauważalnie skinęła głową i popatrzyła na Al. W jej oczach błyszczały łzy. Ona tego nie chciała...
-Dobrze. Porozmawiajmy. - powiedziała Maggie i wymijając wszystkich wyszła na zewnątrz. Jeszcze raz popatrzyłem na blondynkę, ale widząc, że nie rusza się z miejsca zrezygnowany wyszedłem za brunetką.

~Maggie~

-Maggie tak strasznie...
-Przepraszasz? Tak wiem.
-Jestem taki...
-Głupi? Tak wiem.
-Nie chciałem, żeby tak..
-Wyszło? No wiem.
-Masz zamiar cały czas mi tak przerywać? - zapytał zirytowany
-Nie. Po prostu znam już tą twoją stałą gadkę, Christian.
-Ale to nie jest ta "stała gadka", Magg. Ja naprawdę przepraszam. Tak bardzo za wami tęskniłem.
-Słuchaj, chcesz wiedzieć co o tym wszystkim myślę? - zapytałam. Byłam strasznie zdenerwowana i nakręcona. Patrzyłam na niego ciskając oczami pioruny, a on niepewnie przytaknął.
-Myślę, że jesteś okropny! Czy kiedykolwiek pomyślałeś o tym, żeby napisać? No wiesz, tak bez okazji. Czy kiedykolwiek pomyślałeś, żeby złożyć nam życzenia na urodziny czy świętą? Czy ty do cholery jasnej kiedykolwiek o nas pomyślałeś, chociażby przez sekundę? Jestem pewna, że nie, bo przestałyśmy cię obchodzić. Więc przestań łgać i pieprzyć, że tęskniłeś, ale wiesz co? Może pocieszę cię tym, że z biegiem czasu ty mnie też przestałeś obchodzić!
-Ciebie?
-Mnie...Alex potrzebowała więcej czasu. Nie wiem co myślała i czy jeszcze wspominała o tobie, ale po pewnym czasie w końcu przestała wypytywać się i mówić o tobie.
-Czyli zapomniałyście... - czemu robi mi się go żal? Przecież mnie zranił! Zranił nas..
-A na co liczyłeś człowieku?! Że zaraz po tym jak sobie łaskawie o nas przypomnisz i przyjdziesz po tak długim czasie my rzucimy ci się w ramiona i pieprzniemy w kąt obecnych przyjaciół, tak jak ty to zrobiłeś z nami?!
-Nie. Nie liczyłem na to, ale liczyłem na zrozumienie. - on chciał zrozumienia?
-Zrozumienia? - prychnęłam pod nosem.
-Maggie czy dasz mi wytłumaczyć? Wszystko, od początku?
-Okay. Mów... - Zaczęło się od poznania Angeli. No wiesz przyjaciele i te sprawy. Ciągle opowiadałem jej o was, że jesteście najważniejsze i że rozumiemy się bez słów. Wtedy wydawała się być niemal zazdrosna. Kiedy byliśmy już parą powiedziała, że na naszych randkach już nigdy więcej nie chce słyszeć o was. Byłem na nią tak strasznie wściekły, ale omotała mnie. Przez to zacząłem się wami rzadziej spotykać. Nie chciałem jej stracić, więc skupiłem się na niej, bo byłem raczej pewny, że nasza przyjaźń przetrwa wszystko. - skupił się na niej. Więc poświecił naszą przyjaźń dla miłości. To już wiem, dlaczego reakcja Alex była taka na wieść o moim związku z Rikiem. Nie chciała powtórki z rozrywki. Ygh, dlaczego ja płaczę?! -Angela dawała mi szczęście. Nie musiałem się martwić, że stało się coś złego u niej w domu. Zapominałem o troskach. Przepraszam, Żabko, ale cieszyłem się, że nie muszę was niańczyć. - och, a więc byłyśmy tylko jego ciężarem, który trzeba niańczyć. -Później oczywiście przychodziły wyrzuty sumienia, ale zawsze obiecywałem sobie, że porozmawiam z wami w szkole, co praktycznie nigdy mi się nie udawało, gdyż ciągle była przy mnie Angela. Pamiętasz, jak spotkaliśmy się we trójkę w naszym parku, a później chodziliśmy po mieście? Tak świetnie się wtedy bawiłem, co nie potrwało długo. Jedna z koleżanek Ang zobaczyła nas i zadzwoniła do niej. Po powrocie do domu mama powiedziała mi, że była Angela i że chciała pilnie porozmawiać. Wiesz jak się przestraszyłem? Bałem się, że mogę później obwiniać was o jej stratę. Nazajutrz postawiła mi ultimatum: albo ona i moje szczęście, albo wy. Nie to, że wy mi go nie dawałyście, tylko zacząłem czuć, że to już nie o takie szczęście mi chodzi. Dlatego przestałem się odzywać i tak strasznie tego żałuję. Dochodziły do mnie słuchy, że znowu miałaś problem z klasą, albo Becky, że Alex znów zaczepiał ten debil Brandon, ale ja musiałem udawać że już mnie to nie obchodzi, a w rzeczywistości marzyłem, żeby mu nakopać, albo pokazać tej panience, że to ty byłaś tam królową. - on też płakał. Moje łzy zaczęły płynąć szybciej, kiedy przypomniałam sobie te wszystkie momenty z dawnej szkoły. Tak bardzo pragnę o nich zapominać. -No i czas na koniec bajki. Przyszło zakończenie roku, a my z Ang mieliśmy plany. Byłem tak zaabsorbowany tymi przygotowaniami do wyprowadzki, a moje myśli krążyły wokół studiów i złego samopoczucia Angeli. Wyjechałem... Wyjechałem nie żegnając się z moimi księżniczkami. Nie było dnia , żebym nie myślał co się z wami dzieje. Tak strasznie przepraszam Maggie. - Christian zakończył swoją mowę, a ja nie miałam pojęcia, co mu powiedzieć. Dowiedziałam się tylu rzeczy... Tylu nieprzyjemnych, ale szczerych. Złapałam się za głowę i z wrażenia usiadłam na krawężniku chodnika. Nie tamowałam łez, bo po co? -Zrozumiem jeśli każesz mi odejść, ale proszę. Wybacz mi. - usłyszałam za sobą rozżalony głos chłopaka.
-Christian ja..

~Ellington~

Siedzieliśmy w salonie oglądając film, choć tak naprawdę każdy myślał o czymś innym. Siedziałem na fotelu, a mój wzrok przesuwał się po moich towarzyszach. Riker siedział naprzeciwko mnie i patrzył w okno prawdopodobnie wypatrując powrotu Maggie. Ross siedział na kanapie i przytulał do siebie zasypiającą Alex. Obok siedział Rocky i bacznie obserwował swojego brata i dziewczynę. No co jest? Czyżby Rocky był zazdrosny? Następnie mój wzrok powędrował na jedną parkę mianowicie Rydel i Matta. Przytulali się i co chwilę coś do siebie szeptali, śmiejąc się słodko do siebie. Brakuje jeszcze tego, żeby zaczęli się ślinić na swój widok. Ale co mi jest?! To przecież moja przyjaciółka! Powinienem się cieszyć jej szczęściem. Kiedy tak się nie da. To ja mam być powodem jej uśmiechu. Zniesmaczony tym widokiem i torem moich myśli odwróciłem głowę znów w stronę telewizora. Kto puścił ten badziew? Zdziwiłem się kiedy na ekranie zobaczyłem jeden z odcinków hiszpańskiego tasiemca. Kiedy chciałem chwycić za pilota, żeby to wyłączyć w kieszeni poczułem wibracje swojego telefonu. Widząc kto dzwoni wyszedłem z salonu.

~Narrator~

Nagle wszyscy odwrócili głowy w stronę wejścia do salonu, gdzie w tym samym czasie wbiegli Ell i Maggie.
-Słuchajcie! - krzyknęli w tym samym czasie.

-........

________________
Heejka! W końcu nie musieliście tyle czekać prawda? Jak wam się podobał? 
Zostawcie w komentarzu opinie, bo to zachęca do pisania i dajee dużegggooo kopa.

Pozdrawiamy <3
~Pysiek i Renia <3 

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 19 "Stara, nowa znajomość?"

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ!

~Narrator~
Następnego dnia już wszystko wróciło do normy. Alex wyjaśniła sobie sprawę z Maggie i Rikerem. Matt porozmawiał sobie „po męsku” z blondynem na tradycyjny temat „Jeśli skrzywdzisz Magg….”. Tego dnia Lynchowie zaprosili do siebie dziewczyny i Matta na ognisko u nich w ogrodzie, prawie wszyscy od razu zgodzili się na spotkanie…. No właśnie, prawie wszyscy. Alex nadal było trochę głupio spojrzeć w oczy wszystkim, gdyż zachowała się jak jakaś histeryczka kompletnie uzależniona od przyjaciółki, a do tego nie wiadomo co jeszcze pomyśleli sobie o niej przyjaciele. Idealnym usprawiedliwieniem na swoją nieobecność była wymówka o złym samopoczuciu. W prawdzie nie skłamała, tylko opowiedziała im część prawdy. Część przyjęła to zwyczajnie „ zdrowiej” , „ jak coś to dzwoń”, „kochamy Cię” i już ich nie było, a część- czytaj Ross i Rocky- nie za bardzo chcieli w to uwierzyć. Przecież jeszcze rano, gdy dzwonili do dziewczyny mówiła normalnie, jednak nie mogli nic zrobić, gdyż blondynka wciąż upierała się przy swoim.


~Alex~
Kiedy usłyszałam zamykanie się drzwi frontowych wyszłam z łóżka. Było mi za gorąco i nie mam ochoty siedzieć sama w tym wielkim domu. Postanowiłam, że się przejdę do parku, w końcu trochę świeżego powietrza nie zaszkodzi. Ubrałam czerwone martensy, założyłam dżinsową kurtkę i wyszłam z domu, wcześniej zamykając drzwi. Nie miałam pojęcia gdzie idę, po prostu szłam przed siebie. Ubrałam na uszy słuchawki i puściłam piosenkę "Say something". Byłam mocno zamyślona. Przechodząc przez uliczkę spotykałam ludzi zakochanych, pary przytulały się i całowały. Mijałam paczki przyjaciół, śmiejących się i bawiących świetnie w swoim towarzystwie. Na sam ten widok z uśmiechem kręciłam głową. Kiedy akurat miałam chwilę nieostrożności poczułam jak odbiłam się od kogoś niczym piłka. Byłam już przygotowana na upadek, ale jednak nie upadłam. Ktoś złapał mnie za nadgarstki. Moje oczy były zamknięte, bałam się je otworzyć, ale jednak to zrobiłam i kogo ujrzałam? Nie mogłam uwierzyć, że to on... Co on tutaj robił? Dlaczego to ja musiałam go spotkać? To był Christian!
Chciałam udawać, że go nie znam. Że wcale nie chcę go widzieć, ale kogo ja oszukuję? Chciałam, żeby wiedział, że już go nie potrzebujemy, że dałyśmy sobie radę same.
-Przepraszam pana.- wymamrotałam, ale chłopak nadal mnie nie puszczał.
-Nie, to ja przepraszam. Emmm, kogoś mi pani przypomina czy my się już kiedyś...
- Spotkaliśmy? Och, ależ skąd. Nigdy nie miałam przyjaciół, którzy olali mnie i moja przyjaciółkę dla jakiejś panienki i wyjechali bez pożegnania. A teraz przepraszam. - chciałam się wyrwać i już miałam to zrobić, kiedy Christian wzmocnił uścisk .
-Alex? Maleńka, tak strasznie tęskniłem! - Co? Co on pieprzy?!
-Co ty pieprzysz, Christian? Tęskniłeś? Dobry żart. Hahahaha... NIE! Zostaw mnie. - Czemu mi nie wierzysz? Nic mnie tak nie bolało jak to, że nagle przestałyście się odzywać. Ooo nie! Tego mu nie podaruję! - Przestań chrzanić! Potrzebowałyśmy Cię, wiesz o tym, a teraz chcesz wcisnąć mi kit, że to my ciebie olałyśmy?! Masz tupet, idioto! To Ty nas olałeś dla swojego "aniołka". Ale wiesz co? Rozumiałyśmy, że znudziło cie opiekowanie się nami, ale nie mogłyśmy zrozumieć, dlaczego się nie pożegnałeś. Dlaczego na to cholerne pożegnanie nie powiedziałeś nawet pieprzonego "Spadajcie" albo "zostawiam was"? Ale nie! Ty zachowałeś się jak pieprzony, kurwa, tchórz i wyjechałeś zostawiając nas pod olbrzymim znakiem zapytania, bałwanie! -Ale... -Nie! Zostaw mnie... Zostaw nas. Zniknij jak najprędzej. Już Cie nie potrzebujemy, widzisz? Pozbierałyśmy się po tobie. Juz nas nie zniszczysz, Christian. - wyrwałam ręce z jego uścisku i zaczęłam biec. Chciałam być teraz z przyjaciółmi. Musiałam się wygadać.
-Alex czekaj! - słysząc jego krzyk przyśpieszyłam jeszcze bardziej. Widząc akurat zielone światło na przejściu dla pieszych szybko je przebiegłam. Zdążyłam w ostatniej chwili przed czerwonym. Obejrzałam się do tyłu, a chłopak akurat czekał zły bo ulicę przecinały rozpędzone samochody. Zaśmiałam się i dalej szybko pobiegłam do domy Lynchów. Dotarłam tam dość szybko, nie czekając aż otworzą mi drzwi, wbiegłam do środka i od razu wtuliłam się w tors Rossa i zaczęłam płakać. Chłopak nawet nie zdążył zadać żadnego pytania. Nie chciałam, żeby pytał. Chciałam po prostu być bezpieczna. 
-Alex co się stało? - dobiegł mnie głos Maggie 
-On tu jest, Magg. Wpadłam na niego i on... On poznał mnie. - po policzkach płynęły mi łzy. 
-Ale kto? 
-Christian! - brunetka wytrzeszczyła oczy, a Lynchowie, oprócz Rossa, patrzyli na mnie ... Cóż dziwnie… 
-A kto to Christian? - zapytał Riker, przytulając swoją dziewczynę. Czyżby zazdrość? Mnie za to mocniej Ross przycisnął do swojej klatki piersiowej. 
-Dawny przyjaciel. Nikt ważny. - Maggie powiedziała oschłym tonem głosu, wpatrując się tępo w ścianę. 
-Dawny przyjaciel to o co takie halo? - nierozumiejący nic Ellington właśnie dał glos. 
-Zostawił nas, Ell. Wiesz, jak ciężko było, a on olał nas dla jakiejś tam swojej panienki, a później wyjechał bez słowa. - pokrótce wyjaśniłam sytuacje. 
- Czyli spotkałaś go teraz? Ale przecież, hymm źle się czułaś. - Delly popatrzyła na mnie podejrzliwie.
-Prawda, ale musiałam wyjść żeby pom... - moja wypowiedz przerwał mi dzwonek do drzwi. 
-Kogo tam niesie? - zapytał Rocky i poszedł otworzyć drzwi. 
Bałam się, że to może on. Nie chce żeby Lynch’owie go poznali. 
-Ale nie możesz wejść! Gościu, one nie chcą cie znać, to wypieprzaj z mojego domu! - Rocky się wydarł. 
Dużo nie myśląc wyrwałam się z ramion Rossa i pobiegłam do przedpokoju, a za mną Magg. Kiedy Christian nas zobaczył przestał się szarpać z Rocky’m i spojrzał na nas błagalnie. 
-Dziewczyny, błagam, porozmawiajmy. Wytłumaczmy sobie wszystko. Ja wam wytłumaczę.

________
Tradycją już jest przepraszanie za opóźnienie. :D tak więc PRZEPRASZAMY!
Rozdział nie jest długi, ale postaramy się szybko napisać następny.
PolecaMY się wczuć w postać Alex, ponieważ możecie zobaczyć jak to jest stracić przyjaciela, który nagle cię olewa... 
Miłego wieczoru! 

~Pysiek i Renia <3

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 18 "Best Friend Forever"

W poprzednim rozdziale:
-Kto pierwszy na dole ten król, a kto ostatni ten szczur! - krzyknęła z korytarza.  Ross zerwał się z łóżka i pobiegł za przyjaciółką. Chwile potem w salonie byli wszyscy oprócz Rylanda, Marka i Stormie, ale to dlatego ze oni są w San Francisco
- Mamy wam coś do powiedzenia. - powiedział rozweselony blondyn.
-Jesteśmy ze sobą! - pisnęła Maggie i wtuliła sie w Rikera. Oboje teraz czekali na reakcje reszty. Była ona ... Dziwna…

~Narrator~
Reakcja Ratliffa, Rossa i Rocky’ego była nadzwyczajna, ucieszyli się, bo dobrze wiedzieli, że na dniach tak się stanie, Rydel skakała z radości i krzyczała jak to się nie cieszy, natomiast Alex powiedziała tylko, ze życzy szczęścia i udała się w stronę drzwi i wyszła z domu zostawiając wszystkich i poszła w kierunku domu. Nikt nie wiedział o co chodziło.
-A jej co?- zastanowił się Riker
-Nic.. może coś sobie przypomniała. -   powiedziała Rydel - Cieszmy się!! - zaśmiała się, a do niej dołączyła cała reszta. Single się śmiali i tańczyli, a nasza para nie szczędziła sobie na czułościach.
W tym samym czasie Alex właśnie dotarła do domu.

~Alex~
Weszłam do domu i nie chcący, a może chcący trzasnęłam drzwiami. Byłam zła... a może to ten żal? Nie chodzi o to, że jestem zazdrosna tylko o to że...
-Alex to Ty?! - z góry dobiegł głos Matta. Nie Kuźwa, święty mikołaj!
-Ja! - odkrzyknęłam, ściągając buty. Kiedy się wyprostowałam zobaczyłam kuzyna schodzącego po schodach.
-Tak myślałem. Mama raczej nie trzasnęła by drzwiami tak, że mało  z zawiasów nie wypadły.
-Jak zwykle przesadzasz Matt - westchnęłam - Ty przypadkiem nie miałeś mieć dzisiaj wykładów?
- Odwołali. Dzięki Ci Panie za takie coś jak przeziębienie! - popatrzył w sufit z rękami złożonymi jak do modlitwy. Pokiwałam głową i chciałam się dostać do swojego pokoju kiedy zagrodził mi wejście na schody
-Co się stało?
-Co się miało stać, przecież jest okej.  Życie jest piękne, słońce świeci i  wszystko jest cudowne - powiedziałam z sarkazmem w głosie.
- Tak,  właśnie widzę jakie jest cudowne, po Twojej strutej minie. Co jest? Ej, a tak właściwie to gdzie jest Magg?
- Jest ze swoim chłoptasiem! Nie doszła do Ciebie dobra nowina? - zakpiłam
- Och... a więc o to chodzi... Chcesz o tym pogadać maleńka?-  troska... jak dobrze wiedzieć, że mam w nim wsparcie. Pokiwałam głową i wtedy poczułam coś ciepłego na policzku.... Ach no tak! Łzy… Matt złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę swojego pokoju. Usiadłam na dużym łóżku wodnym, a on zaraz obok mnie.
-Mów co jest. Domyślam się, że chodzi o Maggie i jej "chłoptasia". Co Cię gryzie? Jesteś zazdrosna czy...- przerwałam mu
- Nie, Oszalałeś?!  Nie jestem.... znaczy... Ygh jestem zazdrosna, ale nie o Rikera tylko o nią Matt...Ona ma teraz jego, a ja znowu będę sama... - podciągnęłam nosem i wytarłam nos i policzki rękawem.
-Trzymaj.- brunet podał mi chusteczki z drobnym uśmiechem
-Dziękuję.- odwzajemniłam gest
-Poczekaj... Powiedziałaś, że nie o Rikera. To znaczy, że to Rik jest tym "chłoptasiem" ? - kolejny raz potwierdziłam tylko skinieniem głowy.
-Alex... może za bardzo to przeżywasz? Wiesz czasem też fajnie jest mieć trochę samotności...
- Nie wiesz co mówisz Matt... samotność jest najgorsza, a ja nie chcę tego przezywać kolejny raz. Od Ciebie ojciec nie uciekł, mama Ci nie umarła, babcia może na Ciebie patrzeć, a przyjaciela nie straciłeś. Ty miałeś wszystko kuzynku. - uśmiechnęłam sie niemrawo, a on na to przytulił mnie do swojej piersi. Moim ciałem wstrząsał głośny szloch, a więcej łez poleciało z oczu. Nagle usłyszeliśmy otwieranie drzwi, O boże! Założę się, że to Mag...
- Jesteś gotowa, żeby z nią porozmawiać? 
- Nie... ale to nie ma znaczenia. Wiem, że w końcu będę musiała, a lepiej to zrobić prędzej niż później. – wydostałam się z objęć mojego kuzyna i wyszłam z jego pokoju, byłam opatulona czerwonym kocem, miałam czerwony nos i byłam cała opuchnięta od płaczu i na moje nieszczęście musiałam spotkać zakochaną parkę… Po ich minach można było wywnioskować, ze się chyba trochę speszyli, a może nawet wystraszyli…
- Alex? To Ty?! –zapytał mnie Riker, a ja na to pokazałam mu środkowy palec
- Och to dobrze już myślałem, że mamy inwazje zombie.
-Ha, Ha nie – uśmiechnęłam się sztucznie, a potem minęłam go i trąciłam specjalnie z Barą i weszłam do swojego pokoju.

~Narrator~
-Ranisz mnie! – krzyknął jeszcze Riker, a potem wybuchł śmiechem, na co Mag uderzyła go lekko w ramie
- Nie no Ty też?!- Pisnął Riker, Magg popatrzyła się na niego "spod byka", a on podniósł ręce do góry w geście podania Ok ok, to może ja... - Riker pokazał na drzwi do pokoju Matta, a potem zniknął, a Maggie postanowiła wejść do pokoju Alex.
KIedy Maggie weszła do pokoju przyjaciółki ta właśnie zakładała swoje czarne beats'y na uszy.
-Nie! Odłóż je, dobrze Ci radzę. – Maggie usiadła na łóżku obok Alex.  –Musimy porozmawiać. – dodała
-Nie spytałaś mnie o zdanie, może ja nie mam ochoty właśnie teraz rozmawiać? –mówiła Alex
-Nie interesuje mnie to, musimy porozmawiać czy Ci się to podoba czy nie.
-Dobra, Miejmy to za sobą, tak czy siak musiało to nastąpić jak nie teraz, to później.
-Możesz mi powiedzieć o co Ci chodzi?  Dlaczego tak wyszłaś z domu? Dlaczego tak traktujesz mojego chłopaka? – Alex jak usłyszała słowo „Chłopaka” momentalnie się skrzywiła.  –O co Ci chodzi Alex! – krzyknęła, ale szybko się opamiętała i ściszyła swój ton.
-O co mi chodzi?! Serio chcesz wiedzieć?!
Chodzi mi o to że teraz on jest najważniejszy. Zostawisz mnie, tak jak zrobił to Christian. Bo Riker będzie ważniejszy. Ja wiem, jestem dziwna nawet bardzo, ale nie poradzę sobie z utrata Ciebie. - blondynka powiedziała zrezygnowana
-Alex nie zostawię Cię. Nie zrobiłabym Ci tego tak jak Ty byś nie zrobiła tego mnie. Powinnaś mnie znać na tyle, żeby to wiedzieć.. 
-Może nie zrobiłabyś tego świadomie, ale przyznaj...
Masz teraz Rikera, on zaprasza Cię do siebie, ale samą. Bez natrętnej przyjaciółki. . I co robisz? Spędzasz z nim zajebiście czas. Czy jesteś przy nim obecna tylko w połowie bo w drugiej połowie jesteś obecna przy mnie, bo akurat wtedy Cię potrzebuję. Przyznaj, że teraz to on będzie ten pierwszy.
- Mała nie mogę Ci obiecać, że będę na Twoją wyłączność... Kocham Go, ale mogę Ci obiecać, że zawsze kiedy będziesz mnie potrzebowała, ja będę. Zawsze będziesz mogła liczyć na mnie. Nie stracisz mnie. - Brunetka uśmiechnęła się i przytuliła mocno blondynkę.
-Obiecujesz?
-Tak.
-Powiedz to. Powiedz, że obiecujesz i nie zapomnisz . - Alex popatrzyła na Magg błagalnym wzrokiem.
- Obiecuję, że zawsze będę i nigdy nie zapomnę. Best Friends Forever? - dziewczyna wystawiła w stronę szesnastolatki swojego małego palca.
- Best Friends Forever! - Blondynka ścisnęła paluszka Mag i obie znów się w siebie wtuliły.
- Alex, a mogę Cię też o coś zapytać?
- Jasne.
- Lubisz Rikera? Bo ja i on odnieśliśmy takie wrażenie, że Ty...
- Nie no coś Ty! Pewnie, że go lubię, to super przyjaciel... tylko byłam zła... no wiesz. Powinnam go chyba  przeprosić.
-Chyba tak…


____________________________
KOCHANIIII! 
Chyba wiecie co chcemy powiedzieć na początku, że przepraszamy i bla bla bla... ale tę gadkę znacie już na pamięć. Wobec tego powiemy że zbierałyśmy sie do napisania tego rozdziału ale zawsze albo schodziłyśmy na inne tematy albo po prostu brakowało nam czasu. Nie ukrywamy czasem w rachubę wchodził też leń. No ale kto go nie ma? Podsumujmy: 
Rozdziału nie było bo mamy duo nauki, życie prywatne i mega lenia w tyłkach.
Następny POSTARAMY SIĘ  dodać jeszcze w tym miesiącu. Będzie dużo wolnego w sumie więc oczekujcie go. Pozdrawiamy!
Pysiek i Renia  <3 

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 17 "Tak głuptasie..." (Rozdział Właściwy)

-Riker…- chciałam odpowiedzieć, ale on mi przerwał
-O nie!! Wiedziałem, że to za wcześnie! Wybacz nie chce naciskać, myślałem, że to odpowiedni moment, wybacz mi proszę, zapomnijmy o tym, Maggie nie obrażaj się na mnie… - Gadał i gadał, aż w końcu złożyłam na jego ustach namiętny pocałunek
-To znaczy tak?- uśmiechnęłam się, ale pokręciłam głową i znowu go lekko pocałowałam
-To znaczy nie? – Po raz kolejny go pocałowałam i szepnęłam mu w usta Oczywiście, że tak głuptasie! Przytulił mnie i zauważyłam, że odetchnął z ulgą.
WTEDY POCZUŁAM SIĘ NAJSZCZĘŚLIWSZYM CZŁOWIEKIEM NA ZIEMI!

~Narrator~
Po zawarciu związku Riker i Maggie spędzili jeszcze jakąś godzinę na plaży. Gdy zaczęło sie robić już chłodno blondyn zaproponował aby udali sie do jego domu. Zapewne całe rodzeństwo Lynch i Ratliff są teraz z Alex i Mattem w domu Ciotki dziewczyn. Brunetka z uśmiechem przystała na propozycje chłopaka. Objęci wiec wyruszyli w drogę. Po nie pełnych piętnastu minutach byli na miejscu.
Nagle blondyn wziął Mag na ręce i wniósł do domu.
-Riker coTy robisz?- pisnęła
-Niosę Cie do domu nie widać? - ściągnął brwi dając do zrozumienia brunetce jakie niemądre pytanie zadała. Będąc juz w holu Riker postawił dziewczynę na podłodze i bezceremonialnie wpił sie w jej pełne usta.
-Mmmm- mruczała mu w usta, w tym samym czasie Rocky schodził po schodach. Jakież wielkie było zdziwienie na jego twarzy kiedy zobaczył brata wpychającego swój język w usta przyjaciółki. Jego usta były rozchylone i przypominały literę "o", a oczy były jak spodki: GIGANTYCZNE!
Kiedy brunetowi wróciła zdolność myślenia i ogólnie wszystkie inne zdolności odchrząknął wyrywając jednocześnie parę z pocałunku.
-Ups.. Chyba jednak nie jesteśmy sami w domu.- szepnęła brunetka nachylając sie w stronę swojego chłopaka, na co on tylko przytaknął nadal wpatrując sie w brata.
-Heeeej Maggie i Riker. Nie no,  nic nie widziałem. Nie przeszkadzajcie sobie lizusy... Yy to znaczy miski. Pa! - brunet krzyknął po czym znowu skierował sie na górę. Sprintem do swojego pokoju.
-Chyba nigdy nie zachowywał sie tak dziwnie. - powiedział rozbawiony blondyn. - no nic to co robimy?
- Możemy pooglądać coś w telewizji.
- O. Jasne dobry pomysł.
Usiedli w salonie na kanapie i zaczęli szukać czegoś co warto pooglądać. Minęło jakieś  piec minut kiedy natrafili na film. „Step up 4. Revolution”. Postanowili że go obejrzą.
W tym czasie gdy na dole Rik i Mag sie obściskiwali, na górze Delly siedziała sama w pokoju dopóki nie przyłączył się do niej Ell.
-Hej Rydel. Możemy pogadać?
-Ymm tak. Co jest?- zapytała i poklepała miejsce na łóżku obok siebie dając do zrozumienia aby chłopak dosiadł się do niej.
-Czy po miedzy nami jest już dobrze? Bo zauważyłem że mniej rozmawiamy. Więcej czasu spędzasz z Mattem niż ze mną. Chyba czuje sie odstawiony. - powiedział wpatrując się w swoje palce u rak.
-Hej Ell. - chłopak spojrzał na uśmiechniętą twarz dziewczyny. - jasne że juz jest ok. Nie musisz już się tłumaczyć ani nic i wiesz co? Cieszę się że mi to powiedziałeś. Obiecuje sie poprawić. To jak. Obietnica? - Pinki uśmiechnęła sie jeszcze szerzej i wystawiła najmniejszy palec prawej reki w stronę bruneta.
-Obietnica. - ujął go swoim palcem i oboje szczerzyli sie tak do siebie trzymając za palce.
- A tak właściwie dlaczego nie ma Matta z Tobą? - zaczął chłopak
-A co? Stęskniłeś się za nim? - dziewczyna uśmiechnęła się drwiąco
-Ja? Ależ skąd. Tak mnie to tylko ciekawiło.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła Ell. Nie ma go, bo pojechał z Anną do jej kancelarii. - brunet pokiwał głową na znak zrozumienia. Po dwóch sekundach zaczął się nowy temat, a  potem znowu i znowu. Ta dwójka dawno tak ze sobą nie rozmawiała i nie spędziła w swoim czasie tak wspaniałych chwil. Zmęczeni śmiechem położyli się obok siebie na łóżku dziewczyny i chwilowo zamilkli wpatrując się w sufit.
- Wow. Kiedy to zrobiłaś? - zdumiony wzrok bruneta błądził po całym suficie.
Była wymalowana tam dosłownie cała galaktyka. Mnóstwo gwiazd i w rożnych odcieniach. Brunet czul się dosłownie jakby leżał nocą na łące i patrzył sie w niebo. Na środku tego całego kosmosu był wypisany cytat " ...Dobrze widzi sie tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
- Och to? Niedawno. Właściwie to po naszej kłótni i poznaniu Matta i dziewczyn. Tak mnie jakoś natchnęło. Wiesz że uwielbiam patrzyć na gwiazdy. Kiedy jest mi źle to mnie uspokaja, wiec teraz mam taki własny, prywatny kosmos. Jest mój i wiem to.
-To cudowne Rydel. A ten cytat to...
-Z Małego Księcia Antoniego de Saint-Exupery. Uwielbiam ten cytat. Jest taki....  - dziewczyna zamyśliła sie chwilowo.-..prawdziwy.
W pokoju na przeciwko przesiadywali Ross i Alex. Z powodu braku lepszego zajęcia bawili się w króla powagi. Siedzieli na łóżku na przeciwko siebie i rozśmieszali się wzajemnie. Mogli się dotykać, robić głupie miny i pozy. Jedyny zakaz był taki że nie można było się łaskotać. Blondyn zaciągał wargi, robił zeza, naciągał palce dłoni blondynki ale jej wargi ani drgnęły. Ona zaś próbowała dotknąć językiem nosa, robiła wspinającego się pajączka, a nawet zatańczyła coś niczym pokraka. Dobrą wiadomością było to że usta chłopaka leciutko drgały. Alex wiele nie myśląc wstała i chciała zejść na ziemie, niestety dziewczyna jakimś cudem nie poczuła jak Ross związał jej skarpetki, wiec po pierwszym kroku runęła, przewracając się na chłopaka. Blondyn nie wytrzymał dłużej i wybuchł śmiechem prosto w twarz dziewczyny. Dosłownie.
-Fuuuj oplułeś mnie! - szesnastolatka wycierała sobie policzki i oczy- Ale dobra wiadomość jest taka ze WYGRAŁAM!
- hej! Nieprawda. Przewróciłaś się na mnie. To mocne pogwałcenie zasad. - krzyknął z udawanym oburzeniem
- O nie, nie, nie. Wszystkie chwyty dozwolone nie pamiętasz? No prawie wszystkie, oprócz łaskotania kochaniutki.- zaśmiała się i poprawiła grzywkę chłopaka, która opadała mu z czoła na oczy.
-Dzięki. - uśmiechnął się.
-Wiesz? Chyba musisz zainwestować we fryzjera.
-Chyba musze. - Alex zeszła z chłopaka i znów usiadła na swoim dawnym miejscu.
-Nie chce mi się wstawać. - mruknął
-O nie. Nie ma leżenia leniu, poza tym... - zdanie dziewczynie przerwał donośny krzyk Rikera, dobiegający z dołu
- Hej! Zbiórka w salonie za pięć sekund!
-.. Poza tym musisz i to masz piec sekund. - Alex odwiązała swoje skarpetki i sprintem wybiegła z pokoju przyjaciela
-Kto pierwszy na dole ten król, a kto ostatni ten szczur! - krzyknęła z korytarza.  Ross zerwał się z łóżka i pobiegł za przyjaciółką. Chwile potem w salonie byli wszyscy oprócz Rylanda, Marka i Stormie ale to dlatego ze oni są w San Francisco
- Mamy wam cos do powiedzenia. - powiedział rozweselony blondyn.
-Jesteśmy ze sobą! - pisnęła Maggie i wtuliła sie w Rikera. Oboje teraz czekali na reakcje reszty. Była ona ... Dziwna… 


_____________________________
Przepraszamy za tak długą nieobecność, ale rok szkolny się zaczął i jest w nim mnóstwo pracy oraz nauki. Z tymi kłamstewkami pokrótce... Przepraszamy za ten kawał może nie wydał się on śmieszny dla niektórych, ale napisałyśmy to tak dla beki. Ma to spore powiązanie z bohaterami i opowiadaniem, ale zakończenie historii będzie całkiem inne. Postaramy pisać się w miarę regularnie, ale nie zdziwcie się jak w miesiącu pojawi się jeden czy dwa rozdziały. Kochana Pyśka ma w tym roku szkolnym egzaminy. 
POZDRAWIAMY! < 3

czwartek, 28 sierpnia 2014

Małe kłamstewka :D

Oczywiście możecie teraz nas znienawidzić, ale NIE KOŃCZYMY BLOGA!
Nudziło się nam i napisałyśmy niewłaściwy rozdział, może nie którzy to załapali, a może nie :D
Na dniach pojawi się właściwy! 



KOCHAMY WAS DENERWOWAĆ!! <3 

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 17. THE END!

~Maggie~
-Riker... ja nie mogę! Nie mogę z tobą być? - krzyknęłam z płaczem
-Dlaczego? Wiedziałem! Zależy ci tylko na przyjaźni, a ja cię zmuszam. Przepraszam, Maggie, ale Cie kocham, a może to nie o przyjaźń Ci chodzi? Kochasz kogoś innego? Magg powiedz mi!
-Wyjeżdżam rozumiesz? Wracamy do Nowego Yorku! Moi rodzice się dowiedzieli, że uciekłam, babka Alex również.
Anna musi najpierw załatwić papiery żeby nas zabrać, ale trzeba czasu i wesz? Wątpię, że tu wrócę! – krzyknęłam. On nie zrozumie. On nigdy nie miał problemów, przecież zawsze miał miodowe życie, nie to co my.
-Magg... jaaa...- złapał mnie za rękę i widziałam smutek na jego twarzy. Nie... ja nie mogę na to patrzeć
-Nie Riker... zostaw... zostaw mnie w spokoju, lepiej o mnie zapomnij... - wyszarpałam mu rękę i odbiegłam od niego. Biegłam przez plażę zapłakana co chwilę ślizgając się na piasku i wywracając. Dlaczego my?! Dlaczego teraz?! To nie było pożegnanie jakiego chciałam. Nic z tych rzeczy. Nie było serduszek i kwiatków o których zawsze marzyłam. Było tak jak zwykle - Beznadziejnie. Dużo łez i cierpienia. Chyba inaczej nie będzie nigdy!

~Alex~
 Nic nie widzę, przez te pieprzone łzy. Kurwa wszystko akurat teraz musi się jebać? Kończyłam pakować walizki z ubraniami kiedy do pokoju wleciał mi Ross, a zaraz za nim Rocky.
-Aaaaa Alex ratuj mnie!- krzyknął blondyn i zaraz został zaatakowany przez brata. Serio nie byłam w nastroju. Nie chcę wracać do Nowego Jorku i przebywać z kobietą, która potrafi się zwracać do mnie tylko bezosobowo. Która obwinia mnie o śmierć swojej córki. Bo gdybym się nie urodziła mama by żyła, a tata mnie nie zostawił. On tez nie mógł na mnie patrzeć. Na samo wspomnienie tego wszystkiego jeszcze większy strumień łez spłynął mi po policzkach.
- Rocky... Rocky! Przestań! Patrz.- zwrócił się Ross.
- Hej mała, a gdzie się wybierasz?- brunet próbował to obrócić w żart, on, jaki i ja i Ross wiedzieliśmy gdzieś w podświadomości, że się nie da.
- Alex? - odpowiedział mi jedynie mój szloch, głośny i donośny.
-Alex do cholery, odpowiedz!
- Wyjeżdżam nie widzisz?! Nie widzisz walizek do cholery?! Nie widzisz, że mi kurwa ciężko, bo wracam tam?! Więc zamknijcie się wszyscy i dajcie mi święty spokój! - wiem, że jestem nieprzyjemna, ale to mechanizm obronny. Zawsze trzymałam ludzi na dystans, żeby później nie cierpieć tak jak po odejściu Christiana. Nie odpowiadali. Jedynie stali i patrzyli na mnie zaszokowani. Widziałam na ich twarzach współczucie  . Nie! Nie chcę współczucia. Nagle do mojego pokoju wpadła zapłakana Maggie.
-Skończyłaś się już pakować? Ciocia za dziesięć minut zawozi nas na lotnisko.
-Tak, jasne.
--Ale jak wracasz? Czemu? Magg,Alex gdzie jedziecie? 
- Jak zawsze spragniony informacji, co Ross? - zapytałam 
-Wracamy do NY. Wystąpiły.... komplikacje. - dopowiedziała brunetka. 
-Dziewczynki wyjeżdżamy inaczej zaraz się spóźnimy. - krzyknęła ciocia. Złapałam swoje bagaże, a Magg poszła po swoje. Czyli to koniec. Pożegnałam się przelotnym uśmiechem i wyszłam z pokoju. Nie chcę jechać!
*Dwadzieścia minut później*
PASAŻEROWIE LOTU NUMER 34 NA TRASIE LOS ANGELES- NOWY JORK PROSZENI SĄ DO UDANIE SIĘ DO BRAMKI NUMER 27. ŻYCZYMY MIŁEJ PODRÓŻY. -usłyszałyśmy w głośnikach. 
-Dziewczynki będę tęsknić, ale nie martwcie się.Jakoś to załatwię, tylko dajcie mi troszeczkę czasu dobrze? 
-Och ciociu.- razem z Maggie przytuliłyśmy Anne. Gdyby nie ona, nie wiem co by z nami było.- Proszę powiadom resztę i ucałuj od nas Delly.
-Dobrze, a teraz już lećcie, bo wam lot ucieknie. - ciocia powycierała łzy i uśmiechnęła się do nas promiennie.
-Żegnaj ciociu. - pomachałyśmy i wsiadłyśmy do zdradzieckiej maszyny.
-Nie żegnaj, tylko do zobaczenia.

Huk, wybuch, ogień, strata.... śmierć!

~NARRATOR~
  * 25 lipiec 2015*
Kolejna wiadomość w telewizji przypominająca każdemu straszną tragedię.  Ponad pięćset osób straciło wtedy kogoś bliskiego. 
" Dzisiaj mija rok od rozbicia się samolotu pasażerskiego boeinga 34 na trasie Los Angeles-Nowy Jork. Zginęło wówczas 567 osób. Uczcijmy ich pamięć minutą ciszy" . 
 Dla dwóch dziewczynek słowo "żegnaj" jednak się rzekło. Równo o 15:25 odeszły razem z  pięćset sześćdziesięcioma pięcioma osobami.  Niektórzy przyjęli to lepiej a niektórzy gorzej. Zobaczcie sami....

*25 lipiec 2014, dom Lynchów*
Ell, Rocky, Riker, Ryland i Ross nadal okupywali kanapę i wspominali wspólne chwile z Alex i Maggie, Delly za to oglądała zdjęcia na laptopie, kiedy zadzwonił telefon. Podniosła słuchawkę, a tam usłyszała zrozpaczony głos  cioci Anny
- Rydel, proszę włącz szybko program 24. - i kobieta się rozłączyła. Blondynka wiele nie myśląc zabrała chłopakom pilota i mimo oburzeń włączyła program.
" Przerywamy program z komunikatem na żywo. Dosłownie przed chwilą samolot wiozący pasażerów lotu 34 do Nowego Jorku uległ doszczętnego zniszczenia. Przypuszcza się, że był to problem silników. Przestały pracować trzy zasilania przez co samolot zaczął spadać. Piloci nieudolnie chcieli uratować sytuacje przez co boeing rozbił sie jeszcze na pasie startowym.  Źródła donoszą ze na pokładzie znajdowało się  567 osób.Niestety nikt nie przeżył. Będziemy państwa informować na bieżąco." - te słowa uderzyły w całą szóstkę niczym młot. Czuli się puści w środku. Byli pewni, mieli nadzieje, że jeszcze zobaczą dziewczyny, jednak jest ona złudna. Ich już nie ma.....

***
Cała ta katastrofa tak przytłoczyła całą rodzinę, że zaczęli się kłócić. Doszło do rozpadu zespołu. Ross i Rocky kłócili się o każdy błąd jaki popełnili. Bracia nie mogli na siebie patrzeć. Wobec tego Rocky wyjechał i nie utrzymuje kontaktu z nikim oprócz Rydel. Ross również wyjechał do Londynu. Okazało się, że chłopak zakochany był w Alex. Nie mógł usiedzieć w Los Angeles twierdząc, że wszystko tam przypomina mu dziewczynę. Riker? Chłopak się załamał po stracie ukochanej. Na szczęście z dołka pomogła mu wyjść pewna dziewczyna. Obecnie są szczęśliwym małżeństwem i spodziewają się dziecka. Rydel jest szczęśliwą mamusią i kochającą żoną ..... Matta. Mimo uczucia do Ellingtona stwierdziła, że nie może wiecznie czekać na niego, ten zaś pojechał do Kelly i został razem z nią. 

Jakże smutny koniec historii przyjaźni i jakże dobry przykład, że nie zawsze wszystko kończy się happy end'em.
  "Nigdy niczego nie planuj, nie analizuj, bo od życia i tak dostaniesz do czego się najmniej spodziewasz."  
________________
To już jest koniec, nie ma już nić, jesteśmy wolni, możemy iść.....
Jak się podoba zakończenie? Nie bijcie :p
Wybaczcie, że tak późno ale pisanie go trochę nam go zajęło.
 Renia myślisz, że nas zabiją?

Toooo, pewnie domyślacie się co to wszystko znaczy... dwa słowa i sześć liter.

THE END

Pysiek i Renia :*